2/16/2013

Virtual, Fashionmania, 182 Royal blue

Jak napisałam, tak uczyniłam i chwilę po napisaniu notki o biedronkowych zakupach w ruch poszedł nowiutki lakier Virtual z serii Fashionmania, którego numeru na buteleczce nie odnalazłam. Odszukałam go jednak na stronie ww.marki i wg zamieszonego tam zestawienia kolorów, ten, który zakupiłam ma numer 182 i nosi nazwę Royal blue.


Kolekcja 20 lakierów, w której skład wchodzi ów lakier pochodzi z sezonu jesień/zima 2012.
Jest "to propozycja dla przebojowych kobiet, które lubią eksperymentować ze swoim wizerunkiem i nie obawiają się odważnych kolorów. Bazę kolekcji stanowią uwodzicielskie odcienie głębokiego błękitu, granatu, wyrazistego fioletu i purpury, które zdobią paznokcie niczym olśniewająca biżuteria. Na uwagę zasługują też nieśmiertelne czerwienie i eleganckie bordo, a także niezwykłe i bardzo modne w tym sezonie oranże oraz cieszące się nieprzemijającą popularnością naturalne nude."
źródło: virtual-virtual.com

Opis jakże piękny, rzeczywiście znajduje odzwierciedlenie w kolorach lakierów, które są naprawdę ciekawe. Szkoda, że w "mojej" Biedronce dostępnych było tak niewiele odcieni, z tego co pamiętam jakaś czerwień(prawdopodobnie All my love), fiolet(Rock and roll albo Vintage violet) + zakupiony przeze mnie Royal blue. Gdyby było ich więcej, z całą pewnością na jednym kolorze zakupy by się nie skończyły. Jednak może to i lepiej dla mojego portfela...

Źródło: virtual-virtual.com
 

Lakiery mieszczą się buteleczkach o pojemności 10ml. Posiadają dość duży pędzelek(podobny rozmiarami do tego z Rimmel Lasting Finish Pro), jednak o kwadratowych, a nie zaokrąglonych brzegach. 
Do pełnego krycia potrzeba dwóch cienkich warstw. Nie bąbluje, wysycha w kilka minut. Całkiem ładnie błyszczy, jednak ja swoim zwyczajem nałożyłam top coat - wolę mieć pewność, że nie pozostawię niebieskich śladów na książkach czy innych papierach. Trwałość lakieru jest kwestią tego, jakiego typu prace wykonujemy, czy nasze paznokcie są długie, czy nie. Moje wystają odrobinę poza opuszki, nie oszczędzam ich specjalnie - lakier nie odpryskuje, końcówki są wytarte, reszta bez zarzutu.



Co do koloru - Royal blue to głęboki, chabrowy odcień. Czasami wydaje się, że to czysty niebieski, czasami widzę w nim domieszkę fioletu. Mam wrażenie, że jest nieco podobny do dor nail colour 5/2. Bardzo trudno było uchwycić kolor, zwłaszcza, że od kilku dni, bez względu na to, czy jest 10 czy 15 - na zewnątrz panują egipskie ciemności, wszędzie jest szaro-buro, więc zrobienie jakiś sensownych zdjęć graniczy niemal z cudem. Pyknęłam jednak parę zdjęć w świetle sztucznym i okazuje się, że właśnie w takim oświetleniu aparat w miarę najlepiej łapie kolor lakieru. W świetle dziennym "zjada" trochę koloru, tak samo jak w czasie prób uchwycenia wspomnianego lakieru dor. Cóż - muszę pogodzić się z tym, że moja cyfrówka szaleje w towarzystwie żywych, intensywnych kolorów.


Co sądzicie o Royal blue? 

Pozdrawiam, K.

2/12/2013

Nie do końca nowe nowości

I jak tu nie uwielbiać Biedronki, kiedy oferuje nam masę świetnych produktów, w bardzo konkurencyjnych, czasami nawet śmiesznych cenach? Po raz kolejny w ofercie znalazło się mnóstwo kosmetyków, od pielęgnacji po kolorówkę, jak zwykle - w bardzo kuszących cenach, które aż zachęcają do zakupu. I choć nie są to nowości na rynku kosmetycznym, to z całą pewnością są to nowości w mojej kosmetyczce. Nigdy wcześniej nie używałam żadnego z tych produktów. Nadszedł więc czas, aby powiększyć arsenał przetestowanych kosmetyków.
W jednej z Biedronek w moim mieście znalazłam kolorówkę od Eveline(m.in.podkłady, mascary, tusze, odżywki do rzęs i paznokci) oraz Bell(m.in.podkłady, tusze, eye-linery, pudry, bronzery, róże, pomadki, lakiery), a także lakiery Virtual i Maybelline. Ponadto napotkałam kilka szaf z kosmetykami Nivea, Garniera, zapachami od Bi-es, czy pojedynczymi kosmetykami danej firmy, jak znienawidzone przeze mnie szampony Diplona, balsamy Soraya, czy płyny dwufazowe z Bielendy. Oczywiście nie omieszkałam wrzucić do koszyka tego i owego.
Tym razem skusiłam się na:
-Szampon wzmacniający do włosów normalnych i suchych Garnier Fructis Fruity Passion - cena 8.99zł/400ml
Bardzo polubiłam inny szampon z tej serii - Grapefruit Tonic, dlatego postanowiłam wypróbować tą wersję. Pachnie nieziemsko, podobnie do żółtego Frugo. Mam nadzieję, że będę nim równie zachwycona, co czerwoną wersją.
-Płyn micelarny bebeauty - cena 4,49zł/200ml
Kilkakrotnie napotkałam wzmianki o nim na Waszych blogach. A jako że cena nie należy do najwyższych, pomyślałam, że warto go wypróbować.
-Płyn dwufazowy Bielenda Awokado - cena 4,49zł/125ml
Dwufazówka Bielendy z serii Bawełna jest moim zdaniem najlepszym tego typu kosmetykiem do usuwania makijażu oczu. Kiedy więc zobaczyłam, że produkt ten jest ponownie dostępny, jak miało to miejsce w wakacje, od razu porwałam buteleczkę. Szkoda, że nie została już ani jedna sztuka z bawełnianej serii, jeśli w ogóle były dostępne, ale ma co rozpaczać - pierwsze testy Awokado ma już za sobą - jest tak dobry, jak różowy brat.
-Maseczka intensywnie odżywiająca  AA - cena 1,99zł/10ml
Jak wiadomo - maseczek nigdy za wiele. A jak to zimą bywa - skóra ma skłonność do przesuszania, moja także, dlatego zainwestowałam jakże wielką kwotę dwóch złotych w porządnie(mam nadzieję) nawilżającą maskę. Dostępne były również maski Lirene, jednak alkohol na początku składu skutecznie zniechęcił mnie do i zakupu i utwierdził w decyzji, aby postawić na AA.
-Lakier do paznokci Virtual - cena 3,99zł/10ml
Albo mam kłopoty ze wzrokiem, albo numeru tegoż koloru nie widzę. Niemniej jednak jest to bardzo żywy, intensywny chabrowy odcień, idealny po erze szarości, brązów, czerni i bordo, królujących zimą na moich paznokciach. Po pierwszych oględzinach mogę jeszcze dodać, że ma bardzo podobny pędzelek do tego w lakierze Rimmel Lasting Finish Pro - duży i płaski.



Tym sposobem za kilkanaście/dziesiąt złotych uzupełniłam małe braki, dołączając nowe marki do tych, które już znam. Zapewne za jakiś czas pojawią się recenzje poszczególnych kosmetyków. Tymczasem szykuję się do malowania paznokci jakże uroczym, radosnym i nowiuśkim lakierem.

Pozdrawiam, K.

2/10/2013

W trosce o włosy i paznokcie (wrażenia po kuracji próbnej z megakrzemem)

Jakiś czas temu prezentowałam Wam zawartość przesyłki od firmy AVET Pharma *klik*, która dotarła do mnie w ramach akcji promocyjnej na ich Facebooku. Więcej informacji "technicznych" na temat suplementu megakrzem znajdziecie w podlinkowanym poście.
Dziś w kilku słowach przedstawię moje wrażenia po 20-dniowej kuracji próbnej, która dobiegła końca przedwczoraj. Oczywiście należy wziąć pod uwagę, że miałam okazję jedynie przetestować owy suplement. Sądzę jednak, że wspomniane 20 dni pozwoliło mi na wyrobienie sobie jakiejś opinii na jego temat.


Patrząc na opakowanie można wywnioskować, że będziemy mieli do czynienia z tabletkami w formie podobnej do landrynek - półprzezroczystymi, błyszczącymi,  gładkimi. Nic bardziej mylnego - jest wręcz odwrotnie. Forma nie utrudnia jednak połykania, chociaż rozmiar pojedynczej pastylki jest dość pokaźny. Mają ziołowy, niezbyt przyjemny smak i zapach, ale nie ma się specjalnie czego przyczepić - przecież to nie tabletki do ssania, tylko do połykania. 
Pod poprzednim postem nt. tego suplementu pojawiła się informacja, że może powodować wysyp bliżej nieokreślonych niespodzianek. W moim przypadku sytuacja taka nie miała miejsca. Żadne wypryski nie pojawiły się. A choć preparat ten ma działać na włosy i paznokcie, to ja zauważyłam korzystny wpływ również na skórę. Istniejące zmiany szybciej się goją, nie pozostawiając śladów, blizn, a kolejne pryszcze, jeśli już wyskoczą, to są mniejsze i znikają bez większych problemów. Bezproblemowo współpracuje ze środkami na wypryski, które stosuję. Zatem po pierwsze: działa pozytywnie na stan i wygląd skóry, wspomaga pielęgnację antytrądzikową
Jeśli chodzi o włosy to również nie zauważyłam negatywnego wpływu - nagłego osłabienia, wypadania itp. W połączeniu z moim duetem idealnym  sprawuje się całkiem nieźle. Każdego dnia na szczotce znajduję kilka włosów, czyli standard. W porównaniu z tym, co działo się jeszcze 2 miesiące tamu, kiedy włosy wypadały mi garściami, niezależnie od tego, czy cały dzień były związane w ciasny kucyk, czy były rozpuszczone, jest to rewelacyjny rezultat. Czupryna jest coraz mocniejsza, końcówki troszkę się rozdwajają, ale używając suszarki i prostownicy parę razy w tygodniu nie mogę wymagać cudów. Mogę więc stwierdzić, że pomaga w walce w nadmiernym wypadaniem włosów oraz ich kruchością. Wzmacnia  i dba o ich kondycję.
Na koniec paznokcie, na których temat nie mam zbyt wiele do powiedzenia/napisania, ponieważ moje, oprócz tego, że są odbarwione od kolorowych lakierów, to trzymają się bardzo dobrze, są mocne, twarde, nie rozdwajają się, szybko rosną. Suplement mógł zatem jedynie pomóc utrzymywać ich dobry stan. Wspomnę tutaj, że wcześniej moje paznokcie były obrazem nędzy i rozpaczy. Sytuacja zmieniła się odkąd każdego dnia są umalowane. Od mniej więcej lipca bardzo rzadko zdarzają się dni, kiedy nie mam lakieru na paznokciach. Dzięki temu zawsze mają warstwę ochronną emalii, która chroni je przed łamaniem czy rozdwajaniem. Moje spostrzeżenia potwierdziły się, kiedy obejrzałam filmik Szusz nt. jej sposobu na długie paznokcie, który nawiasem mówiąc polecam( *do obejrzenia tutaj* ).

A wracając do suplementu - nie zawiodłam się, wszystkie ochy i achy na jego temat wyczytane w sieci, znalazły swoje potwierdzenie w działaniu. Z całą pewnością wybiorę się do apteki po pełnowymiarowe opakowanie, co i Wam polecam.


Pozdrawiam ciepło i życzę miłego popołudnia.:)

2/03/2013

Chanel, Sublime de Chanel

Niejednokrotnie przekonałam się, że nie zawsze nazwa znanej i cenionej marki na opakowaniu musi być gwarantem świetnej jakości. Czasami aż przecieram oczy ze zdumienia, jak firma tej rangi może wypuścić na rynek tak kiepski produkt. Właśnie taka myśl nasunęła mi się po bliższym zapoznaniu z mascarą Chanel Sublime de Chanel.

Źródło: chanel.com




Tusz ten pochodzi z kolekcji wiosna 2011. Jego zadaniem jest wydłużenie i podkręcenie rzęs. Pielęgnuje je dzięki zawartości wosku pszczelego o właściwościach zagęszczających. Posiada również mikrowłókna celulozowe. Dostępny w trzech kolorach: czarnym, brązowym i fioletowym. Szczoteczka wykonana jest z silikonu. Za 6 ml opakowanie tuszu zapłacimy 130zł.


Ja posiadam miniaturę tegoż tuszu w kolorze czarnym. Kiedy ją otrzymałam, napaliłam się jak przysłowiowy sczerbaty na suchary. Miałam ochotę od razu przejść do rzeczy i zobaczyć, jak sprawuje się "w akcji".  Moja ekscytacja znikła w momencie tuszowania rzęs. "Tylko tyle potrafi mascara za ponad stówkę?!"  Niestety, szału nie ma, niczego nie urywa, staniki nie latają. Efekt jaki uzyskałam po nałożeniu dwóch warstw pozostawiał wiele do życzenia. Rzęsy są delikatnie wydłużone i podkręcone, tragicznie posklejane. Każda kolejna warstwa wygląda coraz gorzej, więc polecałabym poprzestać na dwóch. Tusz wysycha bardzo powoli, a dla mnie, osoby, która rano ma 10 minut na wykonanie całego makijażu, jest to ogromna wada. Czasami zapomnę, że rzęsy mogą być jeszcze mokre, co kończy się niezbyt ciekawie. A i co do domniemanej wodoodporności mam pewne zastrzeżenia - kiedy padający śnieg osiadał na rzęsach po chwili pod oczami pojawiały się czarne plamy. Tusz nie podrażnia oczu. Nie osypuje się w ciągu dnia. Łatwo się zmywa.
Niestety ta znikoma liczba zalet zostaje zmiażdżona przez górę wad, co sprawia, że pozostaje mi się jedynie radować, że mogłam poznać ten tusz nie tracąc 130zł. Być może u kobiet posiadających wachlarz gęstych i grubych rzęs sprawdzi się całkowicie inaczej. Mnie natura obdarzyła niezbyt hojnie(nad czym ubolewam), dlatego od mascary wymagam wiele. Sublime de Chanel nie zdaje testu.


Pozdrawiam, K.

1/23/2013

Megatest, czyli suplement diety megakrzem

Kilka miesięcy temu temu wzięłam udział w akcji promocyjnej suplementu diety megakrzem, organizowanej na Facebooku. Przedwczoraj dotarła do mnie przesyłka od Avet PHARMY, producenta tego, jak i jeszcze kilkunastu suplementów. Początkowo nie wiedziałam, co może znajdować się w kopercie. Zapomniałam już, że wyraziłam chęć przetestowania megakrzemu. I choć czas oczekiwania był dość długi, to cieszę się, że firma wywiązała się i dostarczyła obiecaną próbkę.

W kopercie znalazłam 1 blister z 20 tabletkami, kartonowe opakowanie, ulotkę informacyjną oraz kupon zachęcający do skorzystania z 10% rabatu na pierwsze zakupy na avetpharmasklep.pl.

Megakrzem z metioniną to suplement diety zawierający ekstrakty roślinne o wysokiej zawartości krzemu oraz zestaw witamin i minerałów. Szczególnie bogaty w krzem jest ekstrakt z pędów bambusa, który zawiera nie mniej niż 70% przyswajalnej krzemionki. Poza tym suplement ten zawiera 18 innych składników aktywnych,  m.in. ekstrakt z ziela skrzypu, witaminę C, L-Metioninę, niacynę, witaminę E, cynk, mangan, witaminę B6, miedź czy kwas foliowy.
Zaleca się uzupełnienie diety w ten suplement przy nadmiernym wypadaniu i łamliwości włosów oraz przy nadmiernej łamliwości i kruchości paznokci. Należy przyjmować jedną tabletkę dziennie, a zatem pełnowymiarowe opakowanie zawierające 60 tabletek, wystarcza na 2 miesiące kuracji. Cena w sklepie internetowym producenta wynosi 14,99zł. Suplement dostępny jest również w wielu aptekach.

Kurację próbną uważam za rozpoczętą. Przekonam się, czy warto zakupić pełnowymiarowe opakowanie. A o efektach niebawem Was poinformuję.



Znacie ten suplement? Stosowałyście? Dajcie znać, co o nim sądzicie.

Pozdrawiam, K.

1/19/2013

Rimmel, Lasting Finish Pro, 410

Takiej okazji przegapić nie mogłam. Kiedy tylko moje oczy go ujrzały, wiedziałam, że będzie mój. Mowa o lakierze Rimmel Lasting Finish Pro nr 410 - Purple Rain. Jest to bardzo głęboki, ciemny fiolet, niemal wpadający w czerń, brat bliźniak Golden Rose Classics Charming nr 50 *klik* . 




A teraz nastąpi najciekawsze - cena tegoż lakieru, w Pepco podczas trwającej jeszcze promocji -50% na wybrane kosmetyki dostępne w ofercie, wynosi uwaga - 2,99zł! Kiedy zauważyłam tą kwotę widniejącą na przyklejonej do buteleczki cenie, szczęka opadła mi do podłogi. 3zł na 13,5ml buteleczkę lakieru? Szkoda tylko, że dostępny był tylko jeden odcień, ponieważ z całą pewnością pokusiłabym się na inne. 

Lakier ma kremową konsystencję. Kryje po 2 warstwach, jednak ja nakładam 3, ponieważ chcę mieć pewność, że nie będzie żadnych prześwitów. Całkiem ładnie błyszczy, ale pokryłam go jeszcze top coatem Venita, z którym się nie rozstaję. Nie bąbluje. Na paznokciach utrzymuje się 3-4 dni, z całą pewnością nie 10, jak obiecuje producent. Łatwo się zmywa. Może barwić płytkę, dlatego warto nałożyć bazę lub w razie jej braku, np. bezbarwny lakier jako warstwę chroniącą.
Jedynym minusem tego lakieru jest moim zdaniem pędzelek - duży, zaokrąglony. Nigdy wcześniej nie miałam lakieru z takim pędzelkiem, dlatego dość ciężko mi się z nim pracuje, nie opanowałam jeszcze techniki równego malowania nim w pobliżu skórek. Może z biegiem czasu go polubię.

Przepraszam za moje trupie ręce - zimno im nie służy.:)

Pozdrawiam, K.

1/14/2013

Witaj w gronie ulubieńców - Rimmel, Stay Matte, puder prasowany

Nie znoszę kupowania nowych kosmetyków. Inaczej  ma się sytuacja, kiedy to jakiś produkt, którego do tej pory nie znałam, zostanie mi podarowany w celu przetestowania. Wtedy, nawet jeśli okaże się kiepski, nie jest mi aż tak szkoda. Jednak kiedy mam zapłacić za coś, co po jednym czy dwóch użyciach okazuje się totalnym bublem, to tracę ochotę na jakiekolwiek zakupy. Dlatego dość długo czaiłam się, nim do mojego koszyka powędrował puder prasowany Rimmel Stay Matte. Kilkakrotnie będąc w Naturze czy Rossmannie już miałam wędrować z nim do kasy, kiedy nagle odkładałam go na półkę z myślą, że jeszcze raz przewertuję sieć w poszukiwaniu nowych, pomocnych opinii. W końcu klamka zapadła, pieniądze uciekły z portfela a puder znalazł się w mojej kosmetyczce. I nie żałuję.


Kosmetyk ten ma za zadanie kontrolować błyszczenie się skóry aż do 5 godzin, zmniejszać widoczność porów i  zapewniać naturalne matowe krycie. W plastikowym pudełeczku znajdziemy 14g kosmetyku. Nie posiada lusterka ani gąbeczki, co mnie osobiście nie przeszkadza, bo lusterko i tak mam zawsze ze sobą,(a z doświadczenia wiem, że nawet jeśli puderniczka jest w nie wyposażona to i tak z niego nie korzystam, jak miało to miejsce podczas używania Healthy Balance Bourjois, który to lusterko posiada) natomiast do aplikacji pudru używam tylko i wyłącznie pędzla, w ciągu dnia nie dokładam kolejnych warstw kosmetyku, a zatem taki element wcale nie byłby mi potrzebny. Cena w zależności od sklepu waha się od 21 do 23zł. Ja zapłaciłam za niego 19zł w czasie promocji w Naturze. Odcień, który posiadam to 001 Trasparent - dość jasny, bez różowych tonów. Puder jest bardzo dobrze zmielony, w odpowiednim świetle można zaobserwować, że posiada niewielkie błyszczące drobinki, co początkowo było dla mnie niezrozumiałe, bo jak puder matujący może posiadać rozświetlające drobinki. Jednak po kilku zastosowaniach już wiedziałam, że nie ma to większego znaczenia, ponieważ są one prawie niewidoczne. Jedynie w sztucznym świetle można cokolwiek zauważyć.




Początkowo byłam do niego dość sceptycznie nastawiona, pomimo dobrych opinii o nim krążących w sieci. Wiedziałam jakim niewypałem okazał się podkład z tej serii, jednak wierzyłam, że akurat ten produkt będzie w porządku. I nie zawiodłam się. Bardzo ładnie dopasowuje się do koloru skóry/podkładu. Nie podkreśla suchych skórek. Skóra po oprószeniu nim nie wygląda sztucznie, a wręcz przeciwnie - nawet jeśli nasz podkład nie do końca dobrze wygląda po nałożeniu, puder ten sprawi, że całość będzie prezentować się zadowalająco. Ze względu na jasny odcień może być pomocny, jeśli np.nasz fluid jest trochę za ciemny. Nie znika w ciągu dnia, ani nie tworzy efektu tzw. ciasteczka. Moją tłustą skórę matuje na 4/5 godz. co jest naprawdę świetnym wynikiem.
Ma jednak dwa minusy. Po pierwsze jest średnio wydajny. Kupiłam go nie tak dawno, bo bodajże tydzień przed świętami, a już widzę kontur kółeczek na dnie. Po drugie, nie z każdym podkładem się polubi, tzn. są podkłady z którymi może wysuszać skórę. Ja np. używałam go z produktem tej samej firmy - nową wersją Match Perfection i ta dwójka, z naciskiem jednak na podkład, aczkolwiek puder być może dołożył swoje 5 groszy, bardzo wysuszyła skórę wokół nosa i na bokach twarzy. Jednak sytuacja ta miała miejsce tylko w przypadku tego podkładu, co jest dowodem na to, iż to ten kosmetyk najprawdopodobniej nie jest w porządku, a nie puder.





Jak widać producent nie pokusił się o umieszczenie napisów w języku polskim. Na szczęście nie ma nad czym ubolewać, ponieważ dwa zdania zawarte na odwrocie zbyt wiele na temat tego kosmetyki i tak nie mówią.


Podsumowując mogę stwierdzić, że jest to jeden z najlepszych pudrów, jakie do tej pory używałam. Przed nim w mojej kosmetyczce rządziła skrobia oraz wspomniany już Bourjois Healthy Balance. Skrobię porzuciłam ze względu na fakt, że efekt jaki po jej użyciu otrzymywałam był coraz mnie zadowalający. Natomiast Bourjois kosztuje dwa razy więcej niż Rimmel, a daje bardzo podobny efekt. Dlatego to Stay Matte trafia do grona ulubieńców.


Pozdrawiam, klamarta.


1/12/2013

Duet idealny

Kto powiedział, że idealnie współgrać mogą jedynie kosmetyki tej samej firmy i serii? Przypadek szamponu Garnier Fructis Grapefruit Tonic do włosów normalnych, pozbawionych blasku oraz odżywki Isana Hair Proffesional Oil Care Spülung do włosów łamliwych i rozdwajających się zaprzecza tej teorii.  Dwa produkty pochodzące z zupełnie innej półki wspaniale się uzupełniają i doskonale razem działają.

Szampon Garniera, który posiadam mieści się w butelce o pojemności 400ml. Jego cena waha się od 11 do 14zł, w zależności od sklepu. Ma owocowy, orzeźwiający, bardzo przyjemny zapach, który po zastosowaniu kosmetyku nie znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Zawiera ekstrakt z różowego grejpfruta o właściwościach antyoksydacyjnych. Dość zwarta konsystencja ułatwia użytkowanie - szampon nie przelewa się przez palce. Dobrze się pieni. Świetnie myje włosy i skórę głowy. Nie podrażnia. Po jego użyciu włosy nie plączą się, są miękkie, delikatne,lekkie, sypkie. Mniej się przetłuszczają.



Natomiast drugą część duetu idealnego - odżywkę Isana otrzymać można w 500ml butelce za cenę ok. 9zł
(w promocji ok.5zł). Jej formuła została wzbogacona o olejek arganowy i prowitaminę B5, natomiast pozbawiona jest silikonów i parabenów. Ma bardzo przyjemny zapach - podobny ma jedna z odżywek Syoss(prawdopodobnie z pomarańczowymi literami). Z całą pewnością świetnie odżywia, nawilża i zapobiega łamaniu się włosów. Używam jej 2-3 razy w tygodniu, nakładając na ok.5 min. Po takim zabiegu włosy są jeszcze bardziej miękkie, pięknie błyszczą i mają cudowny zapach. Nie przyspiesza przetłuszczania się włosów, a wręcz przeciwnie. Wcześniej drugiego dnia po myciu włosów musiałam związywać je w kucyk bądź kok, bo rozpuszczone nie wyglądały najlepiej. Odkąd stosuję ów duet spokojnie mogą na drugi dzień pokazać się światu z rozpuszczonymi włosami, ponieważ nadal wyglądają świetnie i świeżo. A co mnie najbardziej zaskoczyło i ucieszyło zarazem- wreszcie włosy przestały wypadać, jak miało to miejsce jeszcze miesiąc temu. Teraz podczas rozczesywania na szczotce znajduję kilka( z dnia na dzień coraz mniej), a nie kilkanaście włosów.




Reasumując mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że jest to najlepsza pielęgnacja włosów jaką stosuję od kilku lat. Dawno żadne kosmetyki do włosów tak mnie nie zaskoczyły, oczywiście pozytywnie. Jak można zauważyć na zdjęciu szamponu jest już niewiele, jednak z całą pewnością kupię kolejne butelki. Podobnie sytuacja będzie mieć się z odżywką, której na razie jest sporo. Za taką cenę - jak najbardziej warto!