10/14/2012

TAG "Ile warta jest Twoja twarz?"

Wykonując makijaż tak naprawdę nigdy nie zastanawiałam się, ile warte w sumie są kosmetyki, których używam. Dlatego też postanowiłam zrealizować TAG "Ile warta jest Twoja twarz?".
Mój makijaż zazwyczaj wygląda podobnie, jest prosty i wykonuję go bardzo szybko. Nie używam zbyt wielu kosmetyków. Oczywiście pojęcie "wiele" dla każdego znaczy co innego, jednak przeglądając odpowiedzi na ten TAG na innych blogach i widząc, ilu produktów używają bloggerki stwierdzam, że mnie potrzebne jest naprawdę niewiele. Oczywiście od czasu do czasu, kiedy zdobędę się na to, by rankiem wstać z łóżka wcześniej lub gdy przygotowuję makijaż na jakąś imprezę, uroczystość, wykorzystuję więcej kosmetyków, niż zaprezentuję Wam dziś. Jednak celem tegoż TAGu jest jest ukazanie i podliczenie podstawowego zestawu używanych kosmetyków i ja do takiego się ograniczyłam.




Oto kosmetyki, których używam najczęściej:
  • Podkład kryjący GOSH X-ceptional wear 49,99zł
  • Puder Bourjois Healthy Balance 39,99zł
  • Skrobia ziemniaczana( w pudełko po kremie NIVEA) 2zł
  • Róże: PAESE 16zł, Bell Pocket 2skin 7,99zł
  • Cień podwójny Bell Fashion&mat 5,99zł
  • Eye-liner Bell 8,99zł
  • Konturówka do oczu Wibo 3,99zł
  • Mascara AVON Super Extend Extreme 19,99zł
  • Mascara Bourjois Volume Glamour Max Definition 48zł
  • Błyszczyk Paese Colore Mio 7,99zł
  • Balsam ochronny Oriflame Wonder 12,90zł(cena promocyjna, jednak tyle za niego zapłaciłam, dlatego taką cenę biorę pod uwagę)







        

SUMA:207,82zł

Moim zdaniem wyszło całkiem przyzwoicie. Od momentu pojawienia się pierwszej odpowiedzi na ten TAG widywałam już o wiele wyższe kwoty, choć i niższe się trafiały.
A jak wyglądają Wasze podsumowania? Dajcie znać, czy już je zrobiłyście lub podeślijcie linki do notek na Waszych blogach - z ciekawością zerknę. ;)

Pozdrawiam, K.

10/10/2012

Golden Rose Classics Charming 50

Od dłuższego czasu zamierzałam sprawić sobie lakier do paznokci w jakimś ciemnym kolorze. Zupełnie nie wiem dlaczego do tej pory wśród kilkunastu buteleczek, które posiadam, nie było ani jednej z emalią w takiej kolorystyce. Oczywiście jest czarny pękacz, ale jego nie zaliczam - dla mnie to lakier do zdobień, niby pokrywamy nim całą płytkę, jednak spod spodu wyglądają inne kolory, co osłabia efekt "ciemności na paznokciach".
Ostateczny wybór padł na lakier Golden Rose Classics Charming nr 50. Jest to niezwykle ciekawy odcień - połączenie czerni, bordo, fioletu, brązu. W zależności od kąta padania światła wygląda inaczej. Z daleka sprawia wrażenie czarnego, w buteleczce widać buraczkowy odcień fioletu.



Jest to drugi lakier z serii Classics Charming, jaki posiadam. Niestety różnica jakości między nimi jest znaczna. Ten z numerkiem 50 potrzebuje dwóch warstw, by krycie było zadowalające, jednak nawet przy dwóch warstwach potrafi smużyć. Wysycha szybko - wystarczy kilka minut. Natomiast trwałość pozostawia wiele do życzenia. Z utwardzaczem trzyma się 2/3 dni, później widoczne są starte końcówki i pojawiają się odpryski. Sądzę, że bez top coatu wytrzymałby króciutko. Oczywiście opisanym wyżej uszkodzeniom sprzyja fakt, że moje paznokcie są naprawdę długie i zbytnio ich nie oszczędzam.
Sama aplikacja, poza niekiedy pojawiającymi się prześwitami, nie należy do najtrudniejszych. Lakiery z tej serii mają odpowiedni pędzelek, nie za duży, nie za mały. Konsystencja emalii również jest w porządku, nie jest zbyt rzadka, nie gęstnieje. Podczas zmywania lakier nieco barwi płytkę i skórki wokół paznokci.
Buteleczka mieści 7,5ml lakieru. Cena to około 3zł.












Na koniec chciałabym przeprosić za przerwę w publikowaniu wpisów. Niestety - wyczerpany limit, a w konsekwencji minimalna prędkość internetu, uniemożliwiły mi pojawianie się na blogu. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie taka sytuacja nie będzie się powtarzać.



Pozdrawiam Was ciepło, klamarta.

10/04/2012

Dermo Minerały Maseczka odżywczo-oczyszczająca

Jako że uwielbiam wszelkiego rodzaju maseczki i regularnie jest stosuję, nie mogłam przejść obojętnie obok nowych, zupełnie mi nieznanych masek Dermo Minerały, które znaleźć można w najnowszej gazetce Biedronki (z którą zapoznać możecie się *tutaj*).
Do wyboru są trzy warianty:
-odżywczo-oczyszczająca,
-redukująca trądzik,
-przeciwzmarszczkowa.
Ja zdecydowałam się na zakup tej pierwszej - odżywczo-oczyszczającej z zieloną glinką kambryjską, rumiankiem i miętą.





Cała saszetka(podzielona na dwie części) zawiera 20g produktu. Cena jednej saszetki to 3.99zł. Produkcją zajęła się forma Mineralne Kosmetyki Jacek Kordiasz z Płocka. Kosmetyk ten nie był testowany na zwierzętach, jest w 100% naturalny i został przebadany dermatologicznie.

Kilka słów od producenta:
"Maseczka z naturalnej zielonej glinki kambryjskiej przeznaczona dla skóry zanieczyszczonej, wymagającej gruntowego oczyszczenia, regeneracji i odświeżenia. Zawiera cenne minerały niezbędne dla zdrowia skóry, pochodzące z zielonej glinki kambryjskiej, które dogłębnie odżywiają i nasycają skórę odpowiednią dawką energii. Maseczka wzbogacona została o ekstrakt z kwiatu arniki o działaniu łagodzącym oraz o jedwab czyniący skórę miękką i gładką."

                                                                           Skład:

Zalecane jest stosowanie tejże maski 1-2 razy w tygodniu. Po 20 minutach należy zmyć ją ciepłą wodą. Za pierwszym razem nałożyłam nieco za cienką warstwę, później nakładałam już warstwę grubszą, dzięki czemu nie wysychała/zastygała ona tak szybko, tworząc na buzi twardą skorupę.
Przy nakładaniu można poczuć delikatny chłód, co jest zapewne zasługą mięty, będącej jednym ze składników. Skóra po nałożeniu nie piecze, nie swędzi. Wraz z upływem czasu, tj. pisałam, maska zastyga, tworząc skorupę, ściągającą skórę i uniemożliwiającą wykonywanie wszelakich min oraz mówienie. Kosmetyk zmywa się łatwo i szybko.
Po zastosowaniu maski, skóra jest nieco ściągnięta, delikatnie oczyszczona z zanieczyszczeń i nadmiaru sebum. Zmiany trądzikowe nie są zaostrzone, podrażnione, wręcz przeciwnie - bledsze, mniej widoczne. Przy regularnym stosowaniu produkt ten wspomaga ich gojenie.


Z całą pewnością zaopatrzę się jeszcze w kilka saszetek tej maski, zarówno oczyszczająco - odżywczej, jak i przeciwtrądzikowej. Są to naprawdę dobre produkty w niskiej cenie. Szkoda tylko, że dostępne tylko kilka razy w roku.

Stosowałyście? Jakie jest Wasze zdanie? Piszcie - jestem ciekawa, czy u Was również się sprawdziła i co sądzicie o innych wariantach.

10/02/2012

Oriflame Beauty Wonder Balm

Kontynuując temat braku nawilżenia i suchej skóry, wspomnąć warto o niekomfortowym uczuciu suchych, popękanych warg oraz towarzyszącym temu zjawisku nieestetycznemu widokowi "skorupki" na ustach. Ja staram się nie dopuścić do takiej sytuacji, stosując pomadki i balsamy nawilżające oraz smarując wargi grubą warstwą kremu Nivea bądź wazeliny na noc. Dzięki temu problem popękanych ust często mi nie towarzyszy. Mimo to nie odpuszczam sobie pielęgnacji tego obszaru i regularnie zaopatruję się we wszelkiego typu kosmetyki ochronne i pielęgnacyjne.


Jednym z najnowszych nabytków w tej kategorii jest balsam do ust Oriflame Beauty Wonder. Cena katalogowa to 23zł, w czasie promocji można kupić go za 12,90zł. Opakowanie mieści 4g kosmetyku.




Kilka słów od producenta:
"Ochronny i nawilżający balsam zawiera kojący wyciąg z aloesu oraz witaminę A i E. Wzbogacony ekstraktem z pereł zapewnia lśniący wygląd."

Składniki:
OCTYLDODECANOL, RICINUS COMMUNIS OIL, PENTAERYTHRITYL TETRACAPRYLATE/TETRACAPRATE, POLYETHYLENE, PENTAERYTHRITYL TETRAISOSTEARATE, ISOPROPYL LANOLATE, BIS-DIGLYCERYL POLYACYLADIPATE-1, ISODECYL NEOPENTANOATE, CANDELILLA CERA, CERA MICROCRISTALLINA, CERA CARNAUBA, SYNTHETIC WAX, PARAFFIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, MICA, TOCOPHERYL ACETATE, GLYCINE SOJA OIL, PARFUM, PROPYLPARABEN, RETINYL PALMITATE, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, BHT, TOCOPHEROL, CI 77891, CI 19140, CI 15850

Opakowanie jest całkiem udane - różowo - srebrne, kobiece. Nie otwiera się samo. I choć większa jego część wykonana jest z plastiku, wygląda na trwałe. Nie ma kłopotu z wykręceniem i ponownym schowaniem sztyftu.
Balsam ma bardzo przyjemny zapach - słodki, owocowy. Nie kojarzę go z niczym konkretnym, może nieco przypomina różową gumę Orbit, natomiast słyszałam jeszcze, że przypomina zapach dawnej gumki "Myszki". Tej nie miałam okazji wąchać, więc nie potwierdzam, nie zaprzeczam.
Aplikacja jest standardowa, kosmetyk ma odpowiednią konsystencję, nie rozpuszcza się ani nie jest gęsty i "tępy". Nałożony na usta nadaje delikatny połysk. Ze względu na zawartość srebrnych drobinek wymaga roztarcia palcem, ponieważ pozostawiony zaraz po aplikacji bez roztarcia tworzy efekt ust obsypanych mąką lub pudrem. Sądzę, że nie będzie wyglądał ładnie na każdych ustach, ze względu na delikatny odcień, który nadaje. Moim zdaniem najlepiej prezentuje się u osób z jasną karnacją i ustami w delikatnym odcieniu. Pozostaje na wargach bardzo krótko - z całą pewnością nie przetrwa posiłku.
Tak jak pisałam, staram się pielęgnować i nawilżać usta, zatem nie jestem w stanie powiedzieć, czy sprawdzi się w przypadku suchości, spierzchnięcia i popękania. Z całą pewnością jednak nie będzie wyglądał estetycznie, skoro na nawilżonych ustach wymaga nieco pracy.
W mojej opinii działa całkiem przyzwoicie, jednak daleko mu do Carmexa czy pomadek Nivea. Nie jest tragiczny, ale stosowałam o niebo lepsze. Pielęgnuje bardzo delikatnie, pozostawia usta miękkie. Szkoda, że jest tak nietrwały.






Reasumując, jeśli kosztowałby mniej(do 10zł) być może kupiłabym go ponownie. Jednak jego normalna cena, czyli powyżej 20zł, to zdecydowana przesada. Ot, najzwyczajniejsza pomadka, bez spektakularnych efektów i działania, więc skąd tak wygórowana cena? Za te pieniądze można kupić coś o wiele lepszego.

____________________________________________________________________________________



9/30/2012

Na ratunek suchej skórze (maść Alantan Plus)

Tak łatwo wysuszyć skórę. Wystarczą tylko nieodpowiednie kosmetyki, zbyt mała ilość wypijanej wody lub, jak w moim przypadku, kilka wizyt na basenie bez uprzedniego użycia kremu ochronnego. Niestety przywrócenie odpowiedniego poziomu nawilżenia nie jest już tak proste.
Sięgałam po różne środki. Jedne z nich nie dawały rady, inne przynosiły ulgę tylko na chwilę. Wreszcie znalazłam maść, która radzi sobie z przesuszonymi partiami skóry, masą suchych skórek i uczuciem ściągnięcia. Mowa o maści Alantan Plus.



Metalowa tuba z plastikową zakrętką mieści 30g produktu. Całość (tuba + ulotka dla pacjenta) umieszczona jest w tekturowym pudełku. Producentem są Zakłady Farmaceutyczne "UNIA" Spółdzielnia Pracy.


 Wskazaniami do stosowania leku Alantan Plus w postaci maści są:
  • Leczenie różnego rodzaju ran, jak: otarcia, niewielkie skaleczenia i pęknięcia skóry, 
  • Leczenie oparzeń słonecznych oraz po radioterapii i fototerapii,
  • Zapobieganie odparzeniom u niemowląt, 
  • Pielęgnacja skóry podrażnionej i wysuszonej, 
  • Nadmierne rogowacenie skóry dłoni i stóp, 
  • Wspomagająco w atopowym zapaleniu skóry, wyprysku alergicznym, zapaleniu błony śluzowej nosa i owrzodzeniach podudzi. 
Alantan Plus zawiera substancje czynne: alantoinę i deksopantenol.
Alantoina działa złuszcząjąco, osłaniająco na skórę, poprawia jej nawilżenie oraz wspomaga leczenie ran. Stosowana regularnie może zapobiec nadmiernemu odkładaniu się keratyny.
Deksopantenol wnika w głąb skóry, gdzie przekształca się w kwas pantotenowy. Ma on zdolność wiązania wody, przez co zwiększa elastyczność skóry.


Ze względu na zawartość glikolu propylenowego, lek może powodować podrażnienie skóry.
Ze względu na zawartość lanoliny, lek może powodować miejscową reakcję skórną (np. kontaktowe zapalenie skóry).
Ze względu na zawartość etylu parahydroksybenzoesanu, lek może powodować reakcje alergiczne.

Stosuję tę maść zgodnie z zaleceniem, umieszczonym na ulotce, czyli kilka razy na dobę, zazwyczaj 2-3 razy. Smaruję cienką warstwą maści miejsca przesuszone, zazwyczaj są to okolice żuchwy i boki twarzy. Czasami pokuszę się o użycie jej w okolicy strefy T, jednak ze względu na fakt, iż jest to maść gęsta i tłusta, nie praktykuje tego zbyt często - zatkanie porów i wypryski murowane. Nie polecam używania jej również na cała twarz.

Maść świetnie radzi sobie z przywróceniem skórze elastyczności, miękkości i nawilżenia. W moim przypadku nie wywołała żadnej z opisanych wyżej reakcji alergicznych.
Po rosmarowaniu nie wchłania się - na skórze cały czas pozostaje lepka, świecąca warstwa.





Maść ma zapachu. Jest niezwykle wydajna - zużycie widoczne za zdjęciach (do zielonej części tuby) to efekt półrocznego używania.
Wspomnieć należy także, że idealnie sprawdziła się również przy suchych piętach i łokciach oraz gojących się skaleczeniach i innych ranach.

Jest to, jak do tej pory, najlepszy środek jaki stosowałam w walce z suchą skórą.



9/26/2012

"Piękno dla rodziny" - gazetka promcyjna Biedronki

Ostatnia promocja Biedronki wywołała spore poruszenie na blogach. Co rusz pojawiały się nowe notki, recenzje, opinie. Na moim blogu również odnajdziecie wpis przedstawiający produkty, które kupiłam (*klik*) oraz recenzję dwóch z nich - różu Bell (*klik*) oraz suplementu diety SkrzypOptima (*klik*).
Można było się zatem spodziewać, że trudno będzie stworzyć coś, co "przebije" tamtą ofertę. Moim zdaniem niestety się nie udało - aktualna gazetka przedstawia artykuły mniej atrakcyjne, znów powróciły kosmetyki Eveline oraz Under20.
Kolejna akcja pod hasłem "Piękno dla rodziny" rozpoczęła się dziś, a trwać będzie do 9.10.2012 r. Poniżej znajdziecie zdjęcia najnowszej gazetki promocyjnej.

















  


Zainteresowało mnie kilka produktów, m.in. puder mineralny Eveline, maseczki Dermo Minerały, płyn micelarny 3w1 Eveline, szampon Timotei, odżywka do włosów Revlon, czy odżywka do paznokci oraz lakiery Eveline. Nie znam jednak kilku z tych produktów, więc zanim zdecyduję się na ich zakup, muszę zapoznać się z opiniami na ich temat.

A Wy macie już listę zakupów? Coś już kupiłyście?  A może nic nie przyciągnęło Waszej uwagi?

Pozdrawiam, K.


9/24/2012

Kanarkowo - dor nail colour nr 69

Są momenty, kiedy mam nieodparte wrażenie, że rozpoczyna się zima, a nie jesień. Rankiem i wieczorem temperatura nie wyższa niż 8°C, szron, szadź... Na szczęście meteorolodzy obiecują jeszcze kilka iście letnich dni, z temperaturą bliską 30°C. Uff!
A skoro, choć na krótko, lato ma powrócić, to i na moich paznokciach ponownie zagościł energetyczny, słoneczny, wakacyjny kolor. Mowa o lakierze dor nr 69.
Lakier ten ma kremową konsystencję, aplikuje się łatwo i przyjemnie. Potrzeba dwóch warstw, by pokryć paznokieć równomiernym kolorem. Niezbędne jest użycie bazy, bądź innego lakieru, ponieważ nasz kanarkowy dor niesamowicie barwi płytkę. Wysycha bardzo szybko. Trwałość - standardowa - 3/4 dni, później ścierają się końcówki, pojawiają się odpryski.
Buteleczka mieści 9 ml lakieru. Cena - ok. 4zł.

Niestety mój aparat nie wytrzymał natężenia koloru i nieco przekłamał odcień. Najbliższy prawdzie jest ten widoczny w buteleczce - żywa, kanarkowa żółć.






9/23/2012

Bell Fashion&Matt Eyeshadows 501

Niestety nie należę do osób mających smykałkę do posługiwania się cieniami, odpowiedniego nakładania ich, łączenia i tworzenia małych dzieł sztuki na powiekach. Dlatego zazwyczaj ograniczam się do podkreślenia zagłębienia powieki lub roztarcia cieniami kredki,  używając dość ograniczonej palety kolorów, w której skład wchodzą m.in. dwa matowe cienie Bell.

W skład serii Fashion&Matt wchodzi 7 kombinacji kolorystycznych od nr 501 do 507. Każda paletka zawiera dwa odcienie. Paletka z numerem 501, którą posiadam, to duet beżu i brązu. Pozostałe połączenia możecie zobaczyć *tutaj*.
Pudełeczko wyposażone jest w mały aplikator z gąbki, szerszy z jednej strony, węższy z drugiej.

Cienie są bardzo dobrze zmielone, gładkie i miękkie. Aplikują się łatwo. Pokrywają powiekę równomiernym odcieniem. Są dość dobrze napigmentowane, jednak możemy dowolnie stopniować natężenie koloru, poprzez aplikowanie większej bądź mniejszej ilości cienia. Doskonale łączą się zarówno ze sobą jak i cieniami innych firm. Utrzymują się długo, nie osypują się, nie zbierają się w zagłębieniu powieki. Są doskonałą bazą dla kredki bądź eye-linera, przedłużają ich trwałość. Nie podrażniają oczu ani skóry wokół nich. Ich demakijaż nie sprawia większego kłopotu.
Podsumowując - cienie Bell z serii Fashion&Matt to bardzo dobry kosmetyk. Kiedy już opanuję sztukę wykonywania bardziej skomplikowanego makijażu oka cieniami, z całą pewnością zaopatrzę się w inne kombinacje kolorystyczne.

W sklepie internetowym Bell ich cena wynosi 11zł. Mój egzemplarz kupiłam w Biedronce za 7,99 zł.