7/06/2013

Lakierowa katastrofa od Eveline

Nie przepadam za perłowym/metalicznym wykończeniem lakieru do paznokci. Bardzo rzadko można je u mnie zobaczyć. Niechęć ta jest potęgowana faktem, że zawsze, kiedy postanowię spróbować, trafiam na beznadziejne jakościowo lakiery. Niestety - tym razem sytuacja się powtórzyła. Chyba nie będę już więcej próbować...




Z lakierem do paznokci Eveline Mini spotkałam się po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nie widziałam w sklepach akurat tej serii. Nie mam pojęcia nawet, czy jest jeszcze dostępna, gdyż mało w sieci informacji na jej temat. Być może można spotkać je gdzieś w kioskach? Dajcie znać, jeśli wiecie coś na ten temat. Myślę, że cena nie wynosi/wynosiła więcej niż 3zł.
Buteleczka o pojemności 4,5ml wyposażona jest standardowo ścięty, mały pędzelek. Lakier zgodnie z informacją z etykietki ma być hipoalergiczny, długotrwały - 7 dni, szybkoschnący oraz posiadać właściwości ochronne.
Kolor, który posiadam ma numer 164 i jest to perłowe/metaliczne? bordo. W zależności od kąta padania światła ma czerwoną, różową albo fioletową poświatę. Sam odcień nie wygląda najgorzej. Natomiast jakość tego lakieru to już całkowicie odrębna bajka. Nakłada się całkiem w porządku. Oczywiście, jak to przy perłach, trzeba robić to uważnie, ponieważ widoczne są wszelkie niedociągnięcia, smugi czy krzywo nałożona emalia. Kryje po dwóch cienkich warstwach. Wysycha niesamowicie długo. Bez topu nie ma mowy o w miarę szybkim wykonywaniu jakichkolwiek prac bez odciśnięć lub zdarcia lakieru. Trwałość - żadna. Po pomalowaniu paznokci wyszłam na dwie godziny do biblioteki. Już w drodze powrotnej zauważyłam pościerane końcówki, co przy obecnej długości moich paznokci jest jakimś kiepskim żartem. Dodam, że zawsze maluję paznokcie "na zakładkę".



Nigdy więcej nie pokuszę się o malowanie paznokci tym lakierem. Strata czasu i zmywacza potrzebnego, aby go po godzinie usunąć. ☺


Pozdrawiam ciepło, klamarta.

7/04/2013

Kanały na YouTube godne polecenia cz.1

Internet jest bezdenną skarbnicą wiedzy i inspiracji. Jedną z części tejże skarbnicy, obok blogów, jest YouTube. Masa recenzji, tutoriali itd. Wiadomo - nie każdy ma chęć, czy smykałkę do pisania, woli nagrywać. Osobiście preferuję, jeśli na przykład tutorial makijażowy ma postać wideo, aniżeli wpisu okraszonego zdjęciami. Łatwiej mi wtedy 'załapać', co, gdzie i jak.
Dlatego dziś chciałabym podzielić się w Wami częścią moich ulubionych na YouTube. Wiele z nich śledzę już od długiego czasu i nie przegapiłam chyba żadnego filmiku. Inne odkryłam niedawno, jednak umieszczane na nich filmiki są przyjemne w odbiorze, ciekawe, dlatego również dołączyły do grona ulubieńców.

*kliknięcie na nazwę przenosi na kanał*

All I need is love and great shoes


Kanał prowadzony przed przyjaciółki - Justynę i Kasię. Pierwsza z nich zajmuje się stroną makijażową, natomiast druga - modową. Razem tworzą wspaniały duet, który ogląda się z wielką przyjemnością.



Co przyciągnęło mnie w przypadku tego kanału? Niezwykle precyzyjnie wykonane, piękne makijaże. Nawet jeśli jak na razie nie jestem w stanie wykonać czegoś tak cudownego, to przyjemnie patrzy się, jak ktoś wykonuje takie cuda i czerpie inspiracje na przyszłość. Oczywiście znajdziecie tutaj również recenzje kosmetyków oraz filmiki o innej tematyce. Częścią/uzupełnieniem kanału jest blog alltheprettyfacestv.com.



blogmakijaz pl


Kanał, będący częścią/uzupełnieniem strony internetowej blogmakijaz.pl. Makijaże, wskazówki opracowują i wykonują makijażyści Sephora. Ja najbardziej lubię filmiki z panią Anną Galińską, choć oczywiście cenię wszystkie makijażystki, pracujące przy tym przedsięwzięciu. Co do samych filmików - zarówno dla osób, które z makijażem nie mają większych problemów, jak i dla początkujących, laików.



Alina Rose Makeup


Tej pani nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Świetne makijaże, przydatne wskazówki, konkretne recenzje - to wszystko znajdziemy na tym kanale. Co ciekawe, na blog Aliny trafiłam poprzez właśnie kanał. Początkowo śledziłam jedynie jej YouTube, stałą czytelniczką bloga zostałam jakiś czas później.



Na zły humor tylko filmiki cremedelacreme! Przecudowna, pozytywna osoba, z uśmiechem chyba nie schodzącym z ust. Nawet jeśli tematyka filmu nic a nic mnie nie interesuje, to oglądam dla samej vlogerki.



katOsu 

Kasia jest już niemal legendą w świecie makijażowym. Wielki talent, ogromna precyzja i pracowitość. Makijaże katOsu za każdym razem robią ogromne wrażenie i zachwycają. Oprócz tutoriali na tym kanale znaleźć można przepisy oraz recenzje kosmetyków. Od pewnego czasu istnieje również blog katosu.blogspot.com.



kiediska86


Za co cenię tą vlogerkę? Za szczerość i naturalność. Oglądając filmiki z tego kanału mam wrażenie, jakbym znała Asię i rozmawiała z nią zwyczajnie na jakiś temat, a nie dzielił nas ekran komputera. Tutaj również jest jeszcze blogowa strona - kiediska.blogspot.com.
 



Lauren Curtis

Jest to kanał australijskiej vlogerki i makijażystki. I choć być może po raz kolejny nie jestem w stanie do końca stworzyć na powiekach czegoś podobnego do makijaży Lauren, to nie pomijam żadnego filmiku. Kto wie - może od oglądania dostanę olśnienia i moje zdolności makijażowe w magiczny sposób poprawią się? ☺ Poza tym Lauren jest tak piękna i ma taki akcent, że choćby dla tych dwóch rzeczy warto ją oglądać.




Maxineczka

Tak wiem, powtarzam się, ale cóż innego można napisać? Gigantyczny talent, pasja, precyzja - cechy rozpoznawcze Maxi. Jej brwi są już sławne chyba w całej sieci i nie tylko. Jej makijaże możecie zobaczyć również na snobce.




Oglądacie któryś w wyżej wymienionych kanałów? Jacy są Wasi ulubieńcy?



Pozdrawiam, klamarta.



P.S. Wiecie może coś na temat zapowiadanej rewolucji z Google Reader i bloglovin'? Mamy dziś 4.07 a stary czytnik jak był tak jest. Zrobili nas w balona?

7/02/2013

Koral od Miss Sporty

Lakier Miss Sporty z serii Clubbing colours Quick dry opatrzony numerem 326 to mieszanka koralu i minimalnej, choć zauważalnej ilości różu. Energetyczny, wyrazisty, ciekawy, podobnie jak pokazywany już chabrowy - numer 320. Jednak 326 całkowicie różni się w kwestii nakładania, czy trwałości.


Buteleczka o pojemności 7ml jest wyposażona w szeroki, zaokrąglony pędzelek, którym moim zdaniem nie pracuje się najłatwiej. Cena tego lakieru waha się od 5 do 6zł. Pierwszą znaczącą różnicą jest fakt, iż potrzeba dwóch, a niekiedy nawet trzech warstw, aby równomiernie pomalować paznokieć. A wiadomo - im więcej lakieru, tym większe prawdopodobieństwo bąblowania i dłuższe wysychanie. A pęcherzyki powietrza bardzo często pojawiają się w trakcie schnięcia. Oprócz tego emalia rzadko prawidłowo  współpracuje z utwardzaczem, bąblując jeszcze bardziej. Trwałość również nie należy do wybitnych, nie odpryskuje, jednak ekspresowo znika z końcówek. Ładnie błyszczy bez top coatu.  Mimo że używam go od czasu do czasu to bardzo zgęstniał, z niebieskim nic takiego się nie dzieje. Nie barwi płytki paznokcia, łatwo się zmywa.



Podsumowując - bardzo ładny kolor, jednak kiepska jakość. Albo trafiłam na jakiś felerny egzemplarz, albo poszczególne kolory tak bardzo się od siebie różnią.

Co sądzicie o tym kolorze? A może macie ten lakier? Dajcie znać, czy zachowuje się podobnie.

Pozdrawiam, klamarta.

Lakier był częścią nagrody z rozdania na blogu kosme-freak.blogspot.com.

6/30/2013

Sprawdzone produkty do pielęgnacji ust

Suche, spierzchnięte usta, nieestetyczne skórki i kłopot ze stosowaniem jakichkolwiek kolorowych pomadek, szminek itp. - aby zapobiegać wszystkim wyżej wymienionym sytuacjom staram się regularnie pielęgnować usta, nie zapominając o peelingu oraz ochronie i nawilżaniu. W ostatnim czasie używałam dwóch produktów, o których dziś napiszę szerzej.

Pomadka ochronna Carrefour


Chciałam kupić pomadkę w sztyfcie, którą będę mogła mieć zawsze w torebce. Będąc w Carrefour wypatrzyłam akurat tę. Za 4g produktu zapłacimy 5zł. Jest to kolejny kosmetyk produkowany przez firmę Delia dla tego supermarketu (tj. np. zmywacz do paznokci). Opakowanie jest solidne, nie łamie się, nie pęka, nie ma problemu z wykręcaniem pomadki. Dostępna jest jeszcze w bodajże dwóch wersjach. Ta, którą posiadam jest standardowa, jak np. niebieska pomadka Nivea. Jej zapach przywodzi mi na myśl połączenie ogórka i melona. Nie jest zbyt twarda, ale też nie rozpływa się na ustach jak smalec. Dobrze pielęgnuje i nawilża. Nie wędruje po całej twarzy w ciągu dnia. Dość długo się utrzymuje. Za taką cenę jest to dobry kosmetyk.

Skład: Petrolatum, Cera Alba, Ricinius Communis Oil, Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate, Isopropyl Myristate, Parfum, Cyclomethicone, Ethylene/VA Copolymer, Propylparaben


Waniliowy krem uniwersalny Oriflame


 Kosmetyk, który chyba nigdy się nie kończy. Prędzej minie jego data przydatności, niż zdoła się go zużyć, jeśli stosuje się go jedynie do ust oczywiście. Za 15ml produktu zapłacimy 22,90zł (cena regularna, jednak często obowiązuje na niego promocja). Dostępny jeszcze w wersji czekoladowej (22,90zł), karmelowej (25zł), kokosowej (25zł), migdałowej (25zł), wiśniowej (25zł) oraz o bliżej nieokreślonym zapachu, z wyciągiem z plastra miodu i olejkami roślinnymi (25zł).
Ładny, aczkolwiek nieco sztuczny zapach, który po roku czy dwóch używania może się znudzić. Ja mam ten krem już od ponad dwóch lat i dopiero teraz czuję denko podczas wydobywania kosmetyku (przy codziennym używaniu). Opakowanie moim zdaniem jest bardzo niefortunne, zwłaszcza dla osób z długimi paznokciami. Stopień nawilżenia podobny jak w przypadku pomadki Carrefour. Szybciej jednak znika i lubi migrować wokół ust. Ma ogromne grono fanów. Ja początkowo byłam w nim absolutnie zakochana. Teraz już mi się znudził i pragnę go jak najszybciej skończyć.

Skład: PETROLATUM, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, PARAFFINUM LIQUIDUM, CERA ALBA, PARAFFIN, ACETYLATED LANOLIN, CETYL ALCOHOL, PARFUM, TOCOPHERYL ACETATE, PROPYLPARABEN

Jakie są Wasze ulubione i sprawdzone produkty do pielęgnacji ust?

Pozdrawiam, klamarta.


P.S. Pamiętajcie, że jutro znika Google Reader, zatem jeśli jeszcze nie przeniosłyście blogów, które obserwujecie na bloglovin', zróbcie to jak najszybciej! Przy okazji dziękuję zarówno nowym, już 'bloglovinowym' obserwatorom, jak i tym, którzy obserwowali mnie za pomocą starej platformy i kontynuują na nowej. 

6/27/2013

Jestem na bloglovin'

Od pewnego czasu krążyła wieść o tym, że z dniem 1 lipca 2013r. zniknie możliwość korzystania z Google Readera. Od tego czasu konieczne będzie śledzenie blogów poprzez bloglovin'. Szczerze powiedziawszy wiem tyle o ile, na czym ma polegać cała rewolucja. Jedno jest pewne - nadszedł czas, kiedy to i ja zawitałam na tą platformę. Na razie powoli się z nią oswajam, co ostrzegam, nie jest wcale takie łatwe.

Zachęcam Was zatem do obserwowania mojego bloga poprzez bloglovin' poprzez kliknięcie w obrazek poniżej, bądź gadżet w prawym pasku bocznym.


Wiele pomocnych informacji i wskazówek można zaczerpnąć z notki na blogu fallinnailove.blogspot.com - *tutaj*.

Pozdrawiam, klamarta.

6/26/2013

Historia przyjaźni, która nie zna granic

Filmów takich jak ten powinno być więcej. O filmach takich jak ten powinno się mówić więcej. Filmy takie jak ten powinno oglądać więcej ludzi. Historia zaczerpnięta z życia, szczerze prawdziwa, wzruszająca, ale i zabawna. "Nietykalni" - moim zdaniem to film, który winien zobaczyć każdy, od tego, który uważa się za prawdziwego kinomana po zwyczajnego widza, ciekawego poruszającej historii.


Jest to francuski film z 2011 r. w reżyserii Oliviera Nakache'a i Erica Toledana.  Powstał na podstawie historii milionera z Francji Philippe’a Pozzo di Borgo, który został sparaliżowany w skutek wypadku oraz Abdela, czarnoskórego chłopaka, który został jego opiekunem i pielęgniarzem. W role główne wcielili się  François CluzetOmar Sy. Film został nominowany do nagrody César 2012 w dziewięciu kategoriach. 

Jednym z aspektów poruszanych w tymże filmie jest zderzenie dwóch światów - pełnego bogactwa i przepychu życia sparaliżowanego Philippe'a oraz szarej codzienności Drissa, który nie tak dawno opuścił zakład karny. Kiedy milioner postanawia zatrudnić chłopaka na okres próbny jako opiekuna, rozpoczyna się niesamowita historia, w wyniku której rodzi się przyjaźń ponad podziałami, pełna prawdy i szczerości. Nie są ważne pochodzenia, status materialny czy znacząca różnica wieku. Wydawać by się mogło, iż nie jest możliwe, że pomiędzy tą dwójką powstanie taka nić porozumienia. Jednak sytuacja zarówno Philippe'a jak i Drissa sprawia, że stają się sobie bardzo bliscy, zmienia się ich sposób bycia, odnajdują to, czego wcześniej im brakowało, przeżywają, niekiedy po raz pierwszy, coś, czego być może bali się jeszcze jakiś czas temu. 
Film, choć porusza istotne kwestie, nie jest wcale sztywny, patetyczny, włożony w ramy. Rozśmiesza, niekiedy do łez. Driss, nieokrzesany, mówiący wprost to, co ma na myśli, nie obawia się reakcji innych. Bez zahamowań podrywa Magalie, z wielkim zaangażowaniem pomaga w rozwinięciu korespondencyjnej znajomości swojego przyjaciela. Philippe natomiast, mimo swej niepełnosprawności, zaczyna jakby na nowo żyć, odradza się jego miłość do sportów ekstremalnych, a to wszystko dzięki czarnoskóremu opiekunowi.
Piękno filmu podkreśla i jednocześnie dopełnia niesamowita muzyka.  Historia rozpoczyna się od energetycznego "September"
Earth, Wind & Fire, jest też nieco klasyki (Vivaldi). Moje serce skradł utwór "Una mattina" Ludovica Einaudiego. To dowód na to, że wcale nie potrzeba słów, niesamowitego głosu, aby wzruszyć słuchacza.

 

Jeśli jeszcze nie miałyście okazji zobaczyć tego filmu - gorąco zachęcam. Naprawdę warto! I koniecznie podzielcie się wrażeniami.

Źródło: internet (interia.pl, onet.pl, wordpress.com)

Pozdrawiam, klamarta.

6/24/2013

Gołębi błękit, czyli Wibo, Express growth

Od pewnego czasu na moich paznokciach królują intensywne, zdecydowane barwy. Pastele, french i inne  tego typu poszły na zasłużony odpoczynek - przez niemal 3 lata tylko taka paleta gościła w moim mani. Jednak od czasu do czasu warto zrobić przerwę od wszelkich intensywności i postawić na coś stonowanego. Dlatego też lakier Wibo Express growth z numerkiem 353 od razu wpadł mi w oko podczas zakupów w Rossmannie. Nawiasem mówiąc dla równowagi wzięłam wtedy również czerń z tej samej serii (*klik*), której używam namiętnie.


Lakier w numerem 353, o którym dziś mowa to bardzo przyjemny, delikatny gołębi błękit. Świetnie wygląda zarówno przy skórze opalonej, jak i jeszcze nie muśniętej promieniami słońca. Za buteleczkę mieszczącą 8,5ml zapłacimy 5zł. Wyposażona jest w standardowy, niewielki, acz wygodny pędzelek. Lakier ma kremową formułę, kryje po dwóch cienkich warstwach. Czas schnięcia nie jest ani długi, ani krótki. Ładnie błyszczy. Trwałość - kwestia indywidualna. Przy moich już dość długich paznokciach, zabezpieczony topem trzymałby się nawet i 5 dni, jednak jeszcze nigdy chyba tyle nie wytrzymałam z jednym kolorem.



Co sądzicie o tym kolorze?

Pozdrawiam, klamarta.

6/23/2013

Czyżby kolejny ulubieniec z AA?

Wszystko wskazuje na to, że kosmetyki AA z serii Help do cery atopowej są idealnie dopasowane do potrzeb mojej skóry. Jakiś czas temu pisałam o kremie nawilżającym, który przypadł mi do gustu. Podczas ostatniej promocji -40% w Rossmannie zakupiłam kolejny kosmetyk z tej serii - krem - żel do mycia twarzy, który również bardzo polubiłam.

Cena:
ok.14zł

Pojemność:
150ml

Skład:
Aqua, Paraffinum Liquidum, Cocamidopropyl Betaine, Ammonium Lauryl Sulfate, Glycerin, Acrylates Copolymer, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Acrylamide/Sodium Acrylate Copolymer, Trideceth-6, Borago Officinalis Seed Oil, Glycyrrhiza Glabra (Liquorice) Root Extract, Polyquaternium-43, Panthenol, Polyester-7, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Arginine, Allantoin, Ethylhexylglycerin, Methylisothiazolinone, Phenoxyetanol, Butylene Glycol


Kilka słów od producenta:
"Krem-żel do mycia twarzy stworzono z myślą o skórze nadwrażliwej, skłonnej do podrażnień, podatnej na przesuszanie i źle tolerującej typowe kosmetyki.
Preparat dokładnie usuwa makijaż oraz wszelkie zanieczyszczenia z powierzchni skóry, a jednocześnie działa łagodząco.
Skuteczność i bezpieczeństwo potwierdzone badaniami na osobach z chorobami alergicznymi skóry.
 Źródło: kosmetykiaa.pl 

Moja opinia: 

Kosmetyk ma przyjemną konsystencję i formułę. Wg zapewnień producenta jest bezzapachowy, jednak ja wyczuwam delikatny, specyficzny zapach, który ciężko mi określić. Osoby, które lubią, kiedy kosmetyk do mycia twarzy się pieni, powinny być zadowolone. Mnie nie robi to absolutnie żadnej różnicy. Poza tym jest z gatunku tych, do zmywania których potrzeba pary dobrych chwil - czasami wydaje się, że z buzi jest już wszystko zmyte, ale po wytarciu jej pojawia się nieprzyjemne ściągnięcie - znak, że coś jeszcze na skórze pozostało. Kiedy jednak wszystko dobrze się usunie, nie ma o tym mowy. Jest wydajny - wystarczy kropla wielkości fasoli. Nie zawiera parabenów, alergenów, barwników i konserwantów. Posiada pH neutralne dla skóry.

 
Delikatnie myje, usuwa zanieczyszczenia i sebum. Nie wypowiem się, czy sprawdza się przy zmywaniu makijażu, bo tego pozbywam się chusteczkami, a kremu-żelu używam już później. Nie podrażnia, nie uczula. Porządnie zmyty nie wysusza, jeśli jednak robi się to "po łepkach", nie spłukując dokładnie, wysuszy i pozostawi skórę nieprzyjemnie napiętą. Jednak moim zdaniem nie jest to wada, w końcu jeśli nie spłuczemy np. szamponu z włosów też wywoła podrażnienie, łupież. 
Łagodzi podrażnienia, działa regenerująco w przypadku np. wyprysków. Poza tym zaobserwowałam, że odkąd go stosuję trądzik jakby jeszcze bardziej się wyciszył, a wysypka alergiczna, która pojawiała się na policzkach, zniknęła.


Reasumując - bardzo dobry kosmetyk, do którego na pewno powrócę i który z czystym sumieniem polecam.



 Stosowałyście ten produkt? Co sądzicie o pozostałych kosmetykach z tej serii?

Pozdrawiam, klamarta.