8/28/2013

30 dni z Mel B + boczki Tiffany - PODSUMOWANIE


Jak szybko minęły te 30 dni wyzwania! Wyzwania pełnego ciężkiej pracy, potu, zmęczenia, bólu, chwil zwątpienia oraz porządnej motywacji. Wydawało się, że ten miesiąc będzie dłużył się w nieskończoność, a kolejne treningi trwają cały dzień, a nie niespełna godzinę. Jak się okazało z każdym kolejnym dniem było coraz przyjemniej. Choć bywały i dni totalnego rozleniwienia, kiedy nie miałam najmniejszej ochoty wskakiwać w strój do ćwiczeń i rozpoczynać spotkanie z Mel. Wyciskałam jednak głęboko zakopane podkłady siły i brałam się do roboty. Nie było łatwo, jednak wytrwałam. Jednak to nie koniec - to dopiero początek. Z Mel wkroczyłam w świat fintessu i walki o piękne, zgrabne ciało oraz dobre samopoczucie. Chętnie będę wracać do jej ćwiczeń, jednak czas "poszerzyć horyzonty" i poszukać czegoś nowego, sprawdzić się z innymi trenerami. Najpierw jednak podsumuję miesiąc pracy z Mel oraz Tiffany.

8/26/2013

Ulubiony sposób na naturalne loki/fale

Naturalne fale, czy delikatne loki bez użycia gorącej temperatury albo akcesoriów tj.wałki bądź papiloty? Jasne! Jakiś czas temu natknęłam się w jakimś czasopiśmie dla pań na artykuł o sposobach na uzyskanie właśnie takiego efektu za pomocą zwyczajnych upięć. Wystarczą m.in. wsuwki czy niepotrzebna skarpetka, aby włosy wyglądały pięknie bez działania wysokiej temperatury. Przetestowałam każdy z nich i wybrałam ten, który odpowiada mi najbardziej biorąc pod uwagę długość moich włosów oraz uzyskany efekt.

Moje włosy są z natury lekko falowane, podatne na stylizację. Niestety precyzyjne loczki nie trzymają się na nich zbyt długo, dlatego wolę delikatne, nieco rozwichrzone, jakby niedopracowane fale.Ta wersja sprawia, iż nawet jeśli fryzura zmieni swój pierwotny kształt czy oklapnie, to nie jest to od razu widoczne, włosy nadal wyglądają dobrze. Uważam, że wygląda o wiele naturalniej, aniżeli "anielskie", idealnie skręcone, sowicie potraktowane lakierem loki.

Cały, jakże skomplikowany sposób polega na podzieleniu włosów na parę mniejszych partii (ja zazwyczaj dzielę je na 3 części) skręceniu ich wokół własnej osi, a następnie zwinięciu w małe koczki. Tak powstałe "ślimaczki" przypinam wsuwkami i w zależności od posiadanego czasu pozostawiam, aż włosy w odpowiedni sposób skręcą się.



Zazwyczaj wykonuję to na nie do końca wysuszonych włosach, wtedy efekt najbardziej mi się podoba. Przy włosach mokrych skręt jest mocniejszy, dlatego będzie to lepsza opcja, jeśli chcemy, aby nasza fryzura wygląda dobrze przez dłuższy czas.



Uważam, że jest to idealny sposób na uzyskanie bardzo naturalnej fryzury bez konieczności traktowania włosów wysoką temperaturą, czy wykorzystywania papilotów czy wałków, które nie każdy posiada.

Świetne są również metody z wykorzystaniem niepotrzebnej skarpetki z uciętym miejscem na palce, czy opaską (bądź ramiączkiem od biustonosza). W pierwszej z nich włosy spięte w wysoki koński ogon owijamy wokół zrolowanej skarpety, tworząc kok. Natomiast w drugiej włosy nawijamy na opaskę założoną tak, aby nieco zachodziła na czoło. Moim zdaniem te sposoby są skuteczniejsze przy dłuższych włosach,  zwłaszcza ten ze skarpetką.

Doskonale opisane wyżej metody kręcenia włosów obrazują poniższe filmiki.

Z wykorzystaniem skarpety



Z wykorzystaniem opaski




Korzystacie z naturalnych metod kręcenia włosów? A może macie swoje triki, którymi chcecie się podzielić?

Pozdrawiam, klamarta.

8/24/2013

Odświeżam jesienną garderobę, czyli lista zakupów

Nie ma się co oszukiwać - lato powoli macha rączką na pożegnanie, a w drzwiach stoi już jesień i nieśmiało pyta, czy już czas aby wkroczyła na dobre. I choć wszyscy, albo prawie wszyscy chóralnie odkrzykują, że jeszcze przyjdzie na nią pora, to wieczory są już coraz chłodniejsze. A i o wycieczce na plażę i wylegiwaniu się w skąpym stroju kąpielowym nie ma co myśleć, a przynajmniej w świętokrzyskiem.
Dlatego też postanowiłam dokonać przeglądu szafy i sporządzić małą (mam nadzieję) listę rzeczy 'must have'. Po niezbędnych oględzinach stwierdziłam, ku mojemu zdziwieniu, że nie mam:
- ani jednego grubego, ciepłego swetra,
- sportowej bądź nieco mniej bluzy z suwakiem lub bez,
- torby typu shopper (dużej, sztywnej, bardzo pojemnej, najlepiej z dopinanym długim paskiem), którą planuję kupić i wybieram już od roku i jakoś dziwnym trafem nadal śmigam z nieco podniszczoną listonoszką,
- skórzanej ramoneski (jakiś czas temu byłam w posiadaniu skórki z kołnierzem, jednak był to czas, kiedy 90% dziewczyn i kobiet na ulicach miało takowe kurtki o tym samym bądź niemal identycznym kroju i kolorze, więc zniechęcona tym faktem oddałam ją w dobre ręce),
- krótkich, jesiennych botków (nie licząc jazzówek na koturnie, których nie odważyłabym się założyć na dłuższe dystanse).

8/22/2013

Krótko i na temat #3

Czasem o ulubieńcach nie trzeba mówić czy pisać wiele. Podobnie z bublami - wystarczy parę słów, kilka zwięzłych zdań, by wyrazić to, jak kiepsko się spisały. Stąd właśnie wziął się pomysł na serię "Krótko i na temat", na której kolejną część chciałabym Was dzisiaj zaprosić. Będzie o zapachu, nawilżaniu i zapobieganiu znienawidzonym przeze mnie sińcom pod oczami.


Beyonce, Pulse NYC, Dezodorant z naturalnym spray'u


Ogólnie jestem zwolenniczką zapachów lekkich, świeżych, energetycznych, kwiatowych bądź owocowych, raczej słodkich aniżeli tych w tonie ogórkowym itp. Zdarzają się oczywiście cięższe i bardziej zdecydowane wyjątki, jak np. Entusiasmo Fabio Verso, jednak mają miejsce dość rzadko, w porze bardziej jesienno - zimowej. Wiosną czy latem sięgam po sprawdzone klimaty, w które idealnie wpasował się zapach Beyonce. Jestem ogromną fanką innych perfum gwiazdy, Heat Rush, jednak zachęcona korzystną ceną oraz ciekawa czegoś innego sięgnęłam po Pulse NYC. I przepadłam! Nie jestem asem opisywania zapachów i towarzyszących im wrażeń, jednak uwierzcie mi na słowo - ten zapach jest naprawdę cudowny. Poza tym dość długo utrzymuje się na skórze, z czasem nie zmienia się w dziwny sposób w coś nieprzyjemnego. Z całą pewnością będzie kojarzył mi się z tym latem i paroma wydarzeniami z nim związanymi, co czyni go jeszcze cudowniejszym w moim odczuciu. Powąchajcie koniecznie!

Pojemność:75ml
Cena: ok.20zł

Ocena: ✰✰✰✰ 


Flos-lek, Żel arnikowy na rozszerzone naczynka, sińce, potłuczenia, obrzmienia


Żel był jednym z elementów nagrody, w ramach rozdania na blogu Kosme-freak. Podeszłam do niego bardzo entuzjastycznie, ponieważ temat sińców pod oczami oraz często pojawiających się siniaków nie jest mi obcy (potrafię potknąć się nawet o własne nogi...). Najczęściej stosuję go na noc pod oczy, a w razie potrzeby do innych celów, które zostały mu wyznaczone. Jeśli chodzi o opuchnięte powieki, worki i obrzmienia sprawdza się naprawdę przyzwoicie. W dużej mierze dzięki niemu udało mi się otworzyć oczy po nieprzespanej nocy czy imprezie trwającej niemal do rana. Delikatnie chłodzi, szybciutko się wchłania, nie podrażnia i nie wysusza skóry. Poza tym ma bardzo przyjemny skład i równie miłą dla portfela cenę. Odejmuję jedną gwiazdkę za to, że nie niweluje podkuwek pod oczami ostatecznie - nadal potrzebna jest kapka korektora.
Pojemność:50ml
Cena: ok.12zł


Ocena: ✰✰✰✰



Avon Care, Uniwersalny balsam do ciała Rich Moisture


Lekki balsam o przyjemnym zapachu. Idealny do codziennej pielęgnacji skóry. Delikatnie nawilża, migusiem się wchłania, nie pozostawiając tłustej, nieprzyjemnej warstwy. Osobom oczekującym dogłębnego nawilżenia, czy ciężkiej konsystencji może nie przypaść do gustu. Ja jednak nie lubię na co dzień smarować skóry tłustymi, lepkimi i ciężkimi kosmetykami. Tak głęboką pielęgnację serwuję sobie zazwyczaj raz w tygodniu, tak, aby moja skóra "nie zwariowała" od nadmiaru dobroci. Tak jak wspomniałam w poście z nowościami - balsam ten świetnie sprawdził się, gdy po dość długiej kąpieli słonecznej skóra potrzebowała lekkiej dawki nawilżenia.
Pojemność:750ml
Cena: ok.25zł


Ocena: ✰✰✰✰


Pozdrawiam, klamarta.

P.S. Mam nadzieję, że przypadły Wam do gustu niewielkie zmiany na blogu?

8/19/2013

Najlepsza inwestycja ostatnich lat

Nie sądziłam, że akurat te przedmioty określę najlepszą inwestycją minionych lat, jeśli nie *ever*. Jak się jednak okazało zakup okazał się strzałem w dziesiątkę, a zachwyt i zadowolenie nie mijają wraz z kolejnymi miesiącami używania. Pędzle EcoTools, bo o nich mowa, stały się moimi ulubieńcami, a zarazem jednymi z największych skarbów w moich kosmetyczno - makijażowych zasobach.


Posiadam dwa pędzle tej marki: do pudru (numer 1200) oraz do różu (numer 1201). Cena każdego z nich oscyluje wokół 30zł. W Rossmannie wynosi dokładnie tyle, natomiast w drogeriach internetowych można napotkać te pędzle w cenie o 2 do 3zł niższej. Moje egzemplarze kupiłam ponad rok temu w czasie dużej akcji promocyjnej -30%, -40% itd. w Rossmannie. Wtedy pędzle te przecenione były o 50%, czyli w normalniej cenie jednego nabyłam dwa. Aż żal było nie brać. :)
Pędzle EcoTools wykonane są z wysokiej jakości materiałów ekologicznych:
-bambusowa rączka,
-syntetyczne włosie taklonowe,
-okucia z aluminium pochodzącego z recyklingu.

Dodatkowo warto wspomnieć, że również opakowania pędzli  są w pełni ekologiczne, biodegradowalne. Poza tym uważam je za niezwykle praktyczne. Cenię sobie fakt, że nie otrzymujemy pędzla w folii, którą w chwili otwierania rozerwiemy i wyrzucimy do kosza. Opakowania EcoTools przydają się np. w czasie podróży, można zapakować pędzel i przewozić go bez obawy, że odkształci się, bądź ubrudzi.

Wykonanie tych pędzli to najwyższa klasa. Od pierwszego użycia aż do dziś żadna część nie zmieniła swojego stanu. Klej w żadnym elemencie nie puścił, wszystko trzyma się na swoim miejscu. Także włosie pozostało w stanie niemal nienaruszonym, jedynie w pędzlu do pudru zadziało się coś niewielkiego, ale o tym za chwilę. Nie odbarwiło się, nie utraciło koloru. Przez ponad rok używania z obydwu pędzli wypadł może jeden włosek. Klasa!

Pędzle mają odpowiedni rozmiar. Dobrze trzyma się je w dłoni, rączka jest odpowiednio wyprofilowana, nie jest ani za długa, ani za krótka. Także rozmiar główki pędzli uważam za standardowy, dopasowany do każdych, albo prawie każdych potrzeb.

Nie sprawiają kłopotów w trakcie mycia. Ja robię to tak, że nalewam na dłoń odrobinę szamponu i  zwilżonym pędzlem wykonuję ruchy jakbym np. malowała ścianę, przeciągam nim z jednej strony w drugą, a na koniec palcami jeszcze dokładnie szoruję włosie, tak aby usunąć wszelkie pozostałości kosmetyków. Następnie płuczę, dopóki woda nie będzie całkowicie czysta. Staram się jedynie, aby nie dostała się powyżej metalowej skuwki, suszę je w pozycji poziomej, unikam używania w tym celu suszarki. A jeżeli już koniecznie muszę, to kieruję strumień powietrza z dość dużej odległości.



Pędzel do pudru, a właściwie jego włosie, jest nieco większe i inaczej ścięte, od tego do różu. Idealnie sprawdza się w nakładaniu zarówno kosmetyków prasowanych, jak i sypkich. Całkiem dobrze aplikuje kosmetyk w załamaniach, koło nosa, czy pod oczami, choć ja lubię go wtedy nieco ścisnąć, przez co jest bardziej zwarty i lepiej wszędzie dociera. Ze względu na jego rozmiar bardzo dobrze omiata się nim całą buzię. Jedyna wada, o której wspomniałam wcześniej, to fakt, że po pierwszym myciu włosie nieco się "rozczapierzyło", choć zmiana ta jest niewielka, a pędzel nie wygląda jak szczotka. Poza tym wciąż jest miękkie i delikatne, a kolejne mycia nie zmieniają tych właściwości.



Pędzel do różu ma szersze boki i szpiczasty czubek, dzięki czemu perfekcyjnie sprawdza się przy aplikacji i rozcieraniu zarówno różu, jak brązera. Przez to, że nie jest zbyt duży umożliwia precyzyjne konturowanie i rozprowadzanie kosmetyku jedynie w planowanym miejscu, a nie na połowie twarzy. Po myciu nic nie stało się z jego włosiem, nadal jest zbite, miękkie i delikatne.



Gdybym ponownie miałam okazję zakupić te pędzle w tak korzystnej cenie, zaopatrzyłabym się w jeszcze jeden egzemplarz tego do różu. Jako że lubię mocniej wciskać puder w skórę i dokładnie aplikować go w okolicach nosa to rozmiar i kształt tego pędzla sprawdziłby się idealnie. Przy mocniejszym dociskaniu dłuższe i elastyczne włosie nieco się ugina, co w pewnym stopniu utrudnia pracę. Nie twierdzę, że ten do pudru sprawuje się źle, jednak zauważyłam, że lepiej pracuje mi się z nieco mniejszymi, gęstszymi bardziej zwartymi pędzlami.
EcoTools ma w swojej ofercie również pędzel kabuki oraz duży, ale bardzo gęsty i o krótszym włosi pędzel do brązera (który moim zdaniem do aplikacji akurat tego kosmetyku będzie beznadziejny - jest zbyt duży, zmieściłby się pod co najmniej dwie kości policzkowe ☺), które także mnie zainteresowały. Zaczekam jednak na jakąś okazyjną cenę, bo normalnie jest ona dla mnie ciut za wysoka.



Pędzle EcoTools to zdecydowanie jedne z najlepszych rzeczy, jakie udało mi się kupić. Uwielbiam ich używać i dbam o nie tak, aby posłużyły mi jak najdłużej. A biorąc pod uwagę ich aktualny stan jestem pewna, że jeszcze parę dobrych lat będę się nimi malować.
Marzę także o paru pędzlach Real Techniques oraz Hakuro. Jestem ciekawa jak wyglądają na ich tle ekologiczne akcesoria do makijażu EcoTools.

A jakich pędzli Wy używacie najchętniej? Które polecacie?

Pozdrawiam, klamarta.

8/18/2013

30 dni z Mel B + boczki Tiffany - TYDZIEŃ TRZECI

Kolejne 6 dni wyzwania przeszło do historii. Tydzień ten minął pod znakiem prób, testów i eksperymentów. Jako że nie zamierzam kończyć ćwiczeń wraz z ostatnim dniem " 30 dni z Mel B...", staram się powoli opracować plan, według którego trenować będę dalej. Niestety w internecie nie znalazłam nowych wideo z Mel, wszędzie pełno jedynie tych, z którymi już pracuję. Dlatego rozglądam się za zestawami proponowanymi przez innych trenerów. Nie szczególnie kusi mnie Ewa Chodakowska. Wiem, że ma potężną rzeszę zwolenników, a jej plan treningowy wielu kobietom, a także mężczyznom pomógł. Obejrzałam jednak parę filmików i najzwyczajniej w świecie nie przypadł mi do gustu jej sposób prowadzenia treningu oraz duża część z sugerowanych przez nią ćwiczeń.

Przeszukując zasoby YouTube odnalazłam za to kanał Fitappy 2 - Zdrowie i Fitness po polsku, prowadzony przez Agnieszkę, trenerkę fitness, instruktorkę karate oraz BioEngineerkę (poprawna odmiana?). Przez pewien czas Aga trenowała też Muay Thai oraz Kick boxing. Poprzez kanał trafiłam również na stronę, będącą częścią całego projektu - fitappy.eu. Po przejrzeniu paru filmików oraz wykonaniu kilku zestawów sądzę, że to właśnie z nią kontynuować będę pracę nad pozbyciem się niepotrzebnej tkanki tłuszczowej, ukształtowaniem sylwetki oraz poprawą kondycji. Megapozytywna, a przy tym bardzo profesjonalna kobieta. Podobnie jak Mel porządnie motywuje, choć wydaje mi się, że nieco więcej wymaga. Co mogę dodać jeszcze, po odbyciu paru treningów z Agnieszką? Z całą pewnością dawno się tak nie zmęczyłam, spociłam, zmachałam itd. Proponowane przez nią zestawy oraz tempo dają niezły wycisk. Ale o to przecież chodzi!

Tak jak już wspomniałam, podczas treningów w tym tygodniu próbowałam stopniowo dodawać ćwiczenia cardio, skupiające się głównie na spalaniu tkanki tłuszczowej. Doszłam do wniosku, że nieco zbyt późno, biorąc pod uwagę wyzwanie z Mel, wpadłam na to, że potrzeba mi jeszcze ćwiczeń spalających tłuszczyk. Szkoda, że nie pomyślała o tym także autorka wyzwania i nie skierowała uwagi takich niedoinformowanych w kwestii ćwiczeń osób na fakt, że kształtowanie mięśni swoją drogą, ale pozbywanie się "kołderki" z tłuszczyku otulającej mięśnie, nad którymi pracujemy swoją drogą. Uważam, że nie każdy jest asem fitnessu i wie, jakie ćwiczenia "wypalają mięśnie", a jakie spalają tłuszcz. Być może dla wielu jest to jasne, dla mnie nie było. Do czasu, bo kiedy trochę bardziej zainteresowałam się całą sprawą, poszperałam, zrozumiałam wreszcie, na czym polega cała różnica. Teraz wybrałam już parę zestawów ćwiczeń ukierunkowanych właśnie na spalanie i dodałam je do już opracowanego zestawu z Mel.

                                    Oto zestawy, które dodatkowo wykonywałam w tym tygodniu









Powyższymi ćwiczeniami, prócz Pilatesu, rozpoczynałam cały trening (po rozgrzewce oczywiście). Potem, aby kontynuować ćwiczenia w rytmie, z wysokim tętnem wykonywałam ćwiczenia Mel na nogi. Te na brzuch i pośladki zostawiałam na potem z uwagi na fakt, że nie są one już tak męczące, w trakcie ich wykonywania serce nie bije już w tak szalonym rytmie. Muszę jednak przyznać, że po pierwszym treningu z Agnieszką nie byłam w stanie wykonać już 10 - minutowego treningu nóg. Mięśnie były zmęczone do tego stopnia, że nie miałam już zwyczajnie sił na wstawanie, wykopy itd. Zrozumiałam też, jak ważne jest porządne rozciągnie po treningu. Zmęczona cardio z fitappy2 oraz ćwiczeniami z Mel zrobiłam stretching "na odwal się" i następnego dnia boleśnie odczułam tego skutki. Nie zapominajcie zatem o tym niezwykle istotnym elemencie po treningu!

Tak prezentuje się raport z przedostatniego tygodnia wyzwania z Mel B. Moje wyzwanie trwać będzie jednak dalej. Oby tylko nie zabrakło sił i ciało nie odmówiło posłuszeństwa ( choć czasem na to chyba wielką ochotę), bo motywacja jest jak nigdy.


A jak Wam idzie praca nad wymarzonym ciałem?

Pozdrawiam, klamarta.

8/16/2013

Nowości

W ostatnim czasie kupiłam parę produktów, których wcześniej nie miałam okazji stosować, kilka nowości dostałam. Udało mi się też otrzymać sporą odlewkę kosmetyku, który od dłuższego czasu bardzo mnie kusił, jednak spotykałam bardzo skrajne opinie na jego temat. Wstrzymałam się zatem z zakupem, co jak się okazało, było świetną decyzją. Teraz mam okazję przetestować ów produkt, by przekonać się, czy warto zainwestować w pełnowymiarowe opakowanie.




Korektor Multi Mineral Anti - Age, Bell

Długo polowałam na korektor
Essence Stay All Day z numerkiem 10, jednak za każdym razem będąc w Naturze w szafie tej marki spotykałam dwa korektory z tej serii, obydwa w kolorze 20, czyli świńskim, nienaturalnym różu. Swoją drogą, po jaką anielkę tworzyć taki beznadziejny odcień i wypuszczać go na rynek? Kto używa tych prosiaczkowych odcieni? A wracając do tematu, po kolejnej bezowocnej wizycie w Naturze, udałam się do małej, acz dość dobrze wyposażonej drogerii i po 3 minutach wyszłam z korektorem Bell. Nie byłam do końca przekonana co do odcienia, jednak po paru użyciach już wiem, że to był strzał w 10. Na pewno będzie o nim więcej na blogu.


Krem łagodzący do cery normalnej i suchej
Hydra Adapt, Garnier

Kiedy tylko zobaczyłam ten produkt w nowej (obowiązującej od środy) gazetce kosmetycznej Biedronki wiedziałam, że muszę koniecznie go kupić. Cena - oczywiście niezwykle korzystna, bo bodajże 8,79zł jak najbardziej zachęca do zakupu. Zdecydowałam się na tą właśnie wersję ze względu na fakt, że ta do cery tłustej i mieszanej zbiera średnie recenzje, a najważniejszy aspekt, czyli efekt matujący są jej najsłabszą stroną. Po co mi więc krem matujący, który nie matuje? Postawiłam na nawilżenie, które zawsze i wszędzie jest mile widziane
. Mam nadzieję, że zakup ten okaże się jak najbardziej trafnym.
Mascara Infinitize, Avon

Zakup nieplanowany, a czy udany? Jeszcze nie mam na ten temat jednoznacznej opinii, na pełną recenzję przyjdzie czas. Na razie mogę stwierdzić, że uzyskany dzięki niej efekt raczej nie porywa. Spróbuję jednak dać jej jeszcze szansę, popracować nad metodą malowania rzęs i zobaczymy, co będzie. Dużym zaskoczeniem jest szczoteczka, nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim. Do tej pory sądziłam, że szczoteczka w tuszu Bourjois Galomour Max Definition jest duża, jednak zmieniam zdanie - Infintize posiada naprawdę dużą szczotkę. 



Balsam do ust z mleczkiem pszczelim SPF 15, Avon
Moja siostra używa tego kosmetyku, jednak wersji w słoiczku i bardzo sobie go chwali. A jako że ja nie lubię dłubać w słoiczkach, czy jajeczkach, by później wyciągać połowę produktu spod paznocki, jak przypadku waniliowego kremu uniwersalnego Oriflame, to opakowanie w postaci tubki jak najbardziej mi odpowiada. Zapach - świetny, działanie - oby równie dobre.


Uniwersalny balsam do ciała
Rich Moisture, Avon Care

Idealny dla całej rodziny. Duża butelka z pompką, ładny zapach. Świetnie sprawdził się, kiedy moja skóra nieco zbyt mocno "dopieszczona" przez słońce potrzebowała odpowiedniej dawki nawilżenia. Poza tym urzekła mnie ta słodka kokardka i serduszka na etykiecie.


Specjalistyczny olejek do twarzy i ciała, Bio - Oil

Pełnowymiarowe opakowanie tego kosmetyku ma pojemność 60ml. Ja dostałam 20ml odlewkę i kilka próbek, zatem będę mogła przetestować ten olejek na tyle, by zdecydować, czy warto go kupować. Zbiera on bardzo skrajne opinie, od pełnych zachwytów, po bardzo negatywne. Tym bardziej cieszę się, że mam okazję sprawdzenia go. A produktu tego używam na ok. 1,5cm bliznę na ramieniu oraz rozstępy w okolicach pośladków.

Dajcie znać, czy używałyście któregoś z prezentowanych kosmetyków. Co o nich sądzicie?

Pozdrawiam, klamarta.

8/14/2013

Piękne paznokcie od zaraz

Jakiś czas temu regularnie fundowałam moim paznokciom kąpiele w ciepłej oliwie z oliwek z dodatkiem soku z cytryny. Dzięki temu stały się zdrowe i mocne, a o rozdwajaniu czy łamaniu mogłam zapomnieć. Niestety popełniłam podstawowy błąd. Kiedy stan moich paznokci już mnie zadowalał, przestałam skupiać się na regeneracji i porządnej pielęgnacji. Skutek mógł być tylko jeden - płytka stała się słaba, znów się rozdwajała, a lakier nie trzymał się na niej tak dobrze, jak jeszcze niedawno. Z pomocą przyszła odżywka do kruchych o łamliwych paznokci Therapy nail marki Venita z olejem z pestek moreli, keratyną, witaminą E oraz filtrem UV.


                                                   Cena                                                  

ok.7zł

                                               Pojemność                                             

10ml

                                                  Skład                                                  

Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Alcohol Denat., Nitrocdellulose, Adipic Acid / Neopentyl Glycol / Trimellitic Anhydride Copolymer, Isopropyl Alcohol, Trimethyl Pentanyl Diisobutyrate, Etocylene, Calcium Pantothenate, Prunus Armeniaca Apricot Kernel Oil, Hydrolyzed Keratin, Tocopheryl Acetate, HC Violet No.2.

                                           Od producenta                                           

Na stronie internetowej zamieszczona jest jedynie informacja na temat całej gamy odżywek Therapy nail.

PIELĘGNACJA I REGENERACJA
Piękne, zadbane paznokcie powinny być wizytówką każdej kobiety. Codziennie wykonywane czynności narażają płytkę paznokcia na mechaniczne i chemiczne uszkodzenia. Dlatego też stworzyliśmy Therapy nail - zestaw odżywek do skutecznej pielęgnacji i regeneracji paznokci.
SKUTECZNA TERAPIA
Seria składa się z emulsji szybkoschnącej oraz 5 odżywek do paznokci: kruchych i łamliwych, zbyt miękkich i matowych, słabych z nierówną powierzchnią, rozdwajających się oraz wolno rosnących.
Produkt doceniony przez konsumentów i odznaczony nagrodą „SUPERPRODUKT 2008”

źródło: venita.com.pl



                                             Moja opinia                                            

Odżywkę otrzymujemy w szklanej buteleczce wyposażonej w szeroki pędzelek. Wystarczą trzy pociągnięcia, aby pokryć cały paznokieć.
Konsystencja moim zdaniem jest odpowiednia, nie wodnista, niezbyt gęsta. Z czasem niestety gęstnieje, jednak nie na tyle, aby ciężko było rozprowadzać ją na paznokciach. Top coat tej firmy stawał się "glutowaty" do tego stopnia, że nie dało się go nakładać. W przypadku tej odżywki sytuacja taka nie ma miejsca, produkt do ostatniej kropli nadaje się do użytku.
Szybko wysycha. Świetnie nadaje się jako baza pod lakier kolorowy - wygładza powierzchnię płytki, nie powoduje szybszego odpryskiwania, zapobiega odbarwianiu. Utwardza paznokcie. Wspomaga ich regenerację. Po ok. 2-3 tygodniach stosowania tej odżywki stają się mocne, nie rozdwajają się, nie łamią. Wyglądają zdrowo. Poza tym rosną jak szalone.




                                        Podsumowanie                                    

Uważam, że to naprawdę godzien uwagi produkt w bardzo korzystnej cenie. Mam zamiar przetestować jeszcze inne odżywki z tej serii. Jestem zadowolona z efektów, jakie otrzymałam dzięki tej. Oby pozostałe okazały się równie dobre.

Pozdrawiam, klamarta.