8/08/2013

Kolejny ulubieniec wśród szamponów do włosów

Jakiś czas temu dostałam parę próbek wtedy jeszcze nowości Nivea, szamponu odbudowującego Long Repair. Zainteresował mnie na tyle, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie, "zdradzając" mojego dotychczasowego ulubieńca *klik*, czyli Garnier Fructis Grapefruit Tonic. Czy owa zmiana wyszła moim włosom na dobre? Zapraszam na dzisiejszą recenzję.


                                    Pojemność                                  

250ml / 400ml

                                         Cena                                      

ok.9zł za mniejszą butelkę / ok.13zł za większą

Bardzo często produkt ten jest dostępny w cenie promocyjnej 8,99zł za 400ml w Carrefour, dlatego warto śledzić gazetki reklamowe tego supermarketu.

                                        Skład                                      



                                 Od producenta                                 


Pielęgnuje i odbudowuje włosy od nasady aż po końcówki dzięki płynnej keratynie i olejkowi babassu.
Produkt przeznaczony do włosów długich, łamliwych, rozdwajających się.

Działanie

NIVEA® long repair szampon pozwoli wydobyć siłę, gładkość i elastyczność Twoich włosów na całej ich długości, od nasady aż po same końce. Pielęgnująca formuła z olejkiem babassu:
  • wzmacnia włosy już od nasady
  • odbudowuje strukturę włosów na całej długości, zapewniając im blask i elastyczność
  • chroni końcówki włosów

    Źródło: www.nivea.pl

                                           Moja opinia                                      
Tak jak już wspomniałam szampon ten od niemal pierwszego użycia przypadł mi do gustu. Także po zużyciu prawie całej zawartości 400ml butelki moje zdanie o nim pozostaje niezmienne - jest świetny! Ma bardzo ładny, delikatny zapach, który, co ważne, pozostaje na włosach jeszcze długo po myciu, nie znika wraz z pianą już w trakcie spłukiwania. Jego konsystencję określiłabym jako kremowo-żelową, nie jest zbyt rzadki, nie przepływa przez palce. Dobrze się pieni, jednak to niestety zasługa SLS obecnych w składzie na wysokiej pozycji. Na szczęście także te dobre dla skóry i włosów składniki widnieją na tej liście dość wysoko.



Moje włosy (wysuszone i osłabione przez traktowanie ich suszarką i prostownicą), umyte tym szamponem są sypkie, miękkie i przyjemne w dotyku. Przepięknie pachną. Są błyszczące i wyglądają zdrowiej. Ich łamliwość jest zdecydowanie ograniczona. Końcówki nie rozdwajają się w zastraszającym tempie, jest ich niewiele. Byłoby kłamstwem stwierdzenie, że wyglądają tak dobrze, jak po użyciu odżywki. Jednak nawet bez niej łatwo się rozczesują, nie plączą. Zachowują świeżość przez 3-4 dni, co przy moich nieco przetłuszczających się przy skórze włosach jest dobrym rezultatem.
Szampon nie podrażnia skóry głowy. Nie wywołuje łupieżu. Jest wydajny - przy częstotliwości mycia włosów 2-3 razy na tydzień duża butelka wystarcza mi na ok. 1,5 miesiąca.



                                        Podsumowanie                                       

Szampon ten będę używać przemiennie z kosmetykiem Garnier Fructis. Cieszę się, że miałam możliwość przetestowania go, nim sięgnęłam po pełnowymiarowe opakowanie. Sądzę, że gdyby nie to sama nie zdecydowałabym się na zakup akurat tego szamponu, ponieważ wcześniej produkty do włosów Nivea nie szczególnie mnie zachwycały. Tym razem zostałam mile zaskoczona. Mam jeszcze ochotę na odżywkę z tej serii, gdyż wiele pozytywnych opinii krąży na jej temat.

Używałyście tego szamponu bądź odżywki Nivea Long Repair?

Pozdrawiam, klamarta.

8/06/2013

O legendzie wśród podkładów

Kto go nie zna, kto o nim nie słyszał? Liczba osób należących do tego grona jest z całą pewnością niewielka. I choć są oczywiście tacy, którzy nie przetestowali go na własnej skórze, to mimo tego jest to jeden z najpopularniejszych podkładów ever. Revlon Colorstay do cery mieszanej i tłustej z SPF6.


                                    Odcień                                    

150 Buff
Po lewej zdjęcie w pomieszczeniu, po prawej na zewnątrz, w świetle słonecznym

                                Pojemność                                   
  
30ml

                                     Cena                                        

W sklepach stacjonarnych typu Rossmann, Douglas itp. to około 70zł. W drogeriach internetowych i na allegro - ok.30-40zł. Ja kupuję w drogerii internetowej cocolita.pl za 29,90zł (cena promocyjna, normalna cena to 35,90zł).

                                        Filtr                                      

SPF6

*Ostatnio Revlon wypuścił "ulepszoną" wersję tego podkładu z SPF20
, dlatego kupienie wersji z niższym filtrem może stanowić mały problem.

                                     Skład                                     

Składnik aktywny : Titanium Dioxide 7,3% Skład: aqua ((water) eau), cyclomethicone, trimethylsiloxysilicate, butylene glycol, boron nitride, dimethicone, alcohol denat., peg/ppg-18/18 dimethicone, nylon-12, tribehenin, isododecane, polyisobutene, sodium chloride, cetyl peg/ppg-10/1 dimethicone, bisabolol, serica ((silk powder) poudre de soie), tocopheryl acetate, malwa sylvestris (mallow) extract, lilium candidum (lily) bulb extract, lactobacillus/eriodictyon californicum ferment extract, cymbidium grandflorum flower extract, serica ((silk) soie), alumina, dimethicone/silesquioxane copolymer, ethylene brassylate, methicone, trisiloxane, sorbitan sesquioleate, tetrasodium edta, methylparaben, propylparaben. Może zawierać: [+/-: mica,( CI 77019), titanium dioxide (CI 77891), iron oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499)].

                                          Od producenta                                    

Długotrwały, kryjący beztłuszczowy podkład z lekką formułą, stworzoną specjalnie dla potrzeb tłustej i mieszanej skóry. Kontroluje wydzielania sebum, utrzymując skórę matową przez cały dzień. Nie ściera się w ciągu dnia, a skóra pozostaje nieskazitelna.
Krycie od średniego po całkowite.
Dostępny w 20 odcieniach.

                                Moja opinia                              

Aktualnie mam drugą buteleczkę tego podkładu. Już ten fakt może sugerować jaką mam na jego temat opinię.
Podkład otrzymujemy w szklanej butelce z plastikową nakrętką. Niestety nie jest wyposażony w pompkę. Mój sposób na wydobycie potrzebnej mi ilości kosmetyku - zatykam otwór palcem, przechylam buteleczkę i tym sposobem na palcu mam odpowiednią ilość podkładu. Sam pomysł ze szklaną, przezroczystą butelką z czasem przypadł mi do gustu. Dzięki temu wiem, ile produktu jeszcze pozostało. Początkowo martwiłam się, że stłukę opakowanie, ale przeżyło ono już parę stłuczek, upadków i podróży w nienaruszonym stanie.
Odcień dobierałam "w ciemno", sugerując się zdjęciami zamieszonymi na innych blogach. 150 Buff to jasny odcień, idealny dla osób z jasną karnacją, z zauważaną przewagą żółtych tonów. Rzadko zdarza się, abym znalazła tak ładny kolor podkładu. Dodatkowo dopasowuje się on do naturalnego odcienia skóry, wtapia się w nią.



Podkład ma specyficzny zapach, przypominający farbę. Z całą pewnością chemiczny. Nie jest on moim zdaniem jednak tragiczny i nie przeszkadza mi w używaniu podkładu. W sieci mnóstwo jest opinii, że jest on mocno alkoholowy, drażniący. Z tym się nie zgodzę. Uważam nawet, że z czasem przestaje być wyczuwalny.
Konsystencja  jest według mnie odpowiednia - niezbyt rzadka, kremowa. Podkład łatwo rozprowadza się na skórze (ja robię to palcami, nie używałam nigdy pędzli ani gąbek). Kolejny fakt, z którym się nie zgodzę to ekspresowe zasychanie. Kosmetyk ten owszem, z czasem zastyga i wtedy ciężko już z nim cokolwiek zrobić. Nie jest jednak z całą pewnością tak, że ledwo zaaplikujemy go na skórę, a już zasycha na beton i niczym go nie ruszymy.
Po rozprowadzeniu daje lekko mokre wykończenie, co zgodnie z tym co udało mi się wyczytać potwierdza jego beztłuszczową formułę. Na mojej skórze nie wygląda całkowicie matowo, wręcz pudrowo. Skóra nie świeci się, jednak wygląda zdrowo, ma lekki, aczkolwiek naturalny i nienachalny błysk. Jednak ja, jako fanka typowo matowego wykończenia oprószam skórę pudrem matującym. Tak "zagruntowany" podkład trzyma się na mojej skórze w nienaruszonym stanie przez około 4 do 5 godzin. Potem w strefie T pojawia się sebum. Po usunięciu go np. chusteczką higieniczną skóra znów jest matowa przez jakiś czas.
Krycie określiłabym jako średnie z możliwością stopniowania. Nie zakryje jednak dużych niedoskonałości. W tym przypadku potrzebny będzie korektor. Jednak z większością wyprysków i zaczerwienień radzi sobie doskonale. Niekiedy wchodzi w pory i podkreśla je, jednak wystarczy porządnie go wklepać w skórę, by tego uniknąć.
Podkład ten nie uczulił mnie. Nie wywołał wysypu niedoskonałości, nie zapchał. Może jednak wysuszać - u mnie są to okolice nosa oraz ust. Dobrze jednak współpracuje z kremami nawilżającymi, więc tą niedoskonałość jestem mu w stanie wybaczyć.


                                      Podsumowanie                                  


Z całą pewnością jest to jeden z najlepszych podkładów, jakich używałam.  Z racji, że w okresie letnim rzadko używam podkładu to w buteleczce jest go jeszcze dużo. Nie wiem natomiast, czy kupię go ponownie, kiedy się skończy. Dlaczego? Nadal w sieci niewiele opinii na temat nowej wersji z SPF20. Te, które zastały już zamieszone są tak skrajne, że ciężko o cokolwiek pewnego. Niektórzy twierdzą, że nowa wersja jest gęstsza, ma nieco inny odcień, jednak sprawuje się lepiej. Wg innych nowa konsystencja i zmiany w składzie wpłynęły negatywnie na jego jakość, znacząco ją pogarszając.
Nie zmienia to jednak faktu, że wersja z SPF6 to aktualnie mój ulubiony podkład.

Używałyście Revlon CS? A może macie już nową wersję?

Pozdrawiam, klamarta.

8/04/2013

30 dni z Mel B + boczki Tiffany - TYDZIEŃ PIERWSZY

Za mną pierwszy tydzień wyzwania. Zatem tak jak obiecałam - relacja, wrażenia, opinia.




Pierwszy trening, zapoznanie z ćwiczeniami wyszły jak najbardziej pozytywnie. Od razu polubiłam Mel i jej sposób prowadzenia treningu. Spotkałam się z opiniami, że trener nie powinien dawać po sobie znać zmęczenia, być opanowanym i profesjonalnym. Natomiast Mel w czasie ćwiczeń krzyczy, zachęca, motywuje, głośno się śmieje, żartuje, w jednej chwili woła, że nie ma już siły i "zaczyna się modlić", by zaraz motywować siebie, swoją ekipę oraz ćwiczących przed ekranami. Widać jednak z całą pewnością, że trening sprawia jej przyjemność, nie robi tego z przymusu. A co za tym idzie także ja mam ochotę pracować nad swoim ciałem i nie obijać się. Zdecydowanie wolę taką formę, aniżeli milczącego, poważnego trenera, który pracuje jak robot, jego twarz nie wyraża żadnych emocji i wydaje jedynie komendy jak kapral w wojsku.

Po sześciu dniach ćwiczeń mogę stwierdzić, że najtrudniejsze są dla mnie ćwiczenia nóg oraz, o dziwo, "boczki Tiffany". Oglądając wideo z treningiem Tif nie sądziłam, że tak się "zmacham" wykonując te wydawałoby się łatwiutkie i przyjemne krążenia, skłony itd. A tu taka niespodzianka. Po wtorkowym treningu odczułam dość boleśnie mięśnie nóg oraz właśnie boczki. W środę zakwasy nóg osiągnęły szczyt. Postanowiłam więc, mimo bólu dorzucić do treningu jeszcze trening cardio oraz ABS, także z Mel B. Jak miało boleć, to konkretnie! Trening cardio dorzuciłam także w piątek, a wczoraj prócz podstawowego zestawu zrobiłam także ABS.

ABS


CARDIO


Z dnia na dzień robienie poszczególnych ćwiczeń staje się łatwiejsze. Pierwszego i drugiego dnia większość mięśni drżała przy np. podnoszeniu nóg czy robieniu brzuszków. Z każdym kolejnym treningiem wszystko wychodzi łatwiej, płynniej.
Najprzyjemniejsze jest uczucie napięcia mięśni po treningu. Na razie nie zauważyłam zmian w wyglądzie mojego ciała. Mam wrażenie jakby w malusieńkim stopniu coś zaczęło dziać się z brzuchem, jednak to może moja wyobraźnia bardzo chce, aby rzeczywiście rozpoczął się proces rzeźbienia. A kto wie- może rzeczywiście mój "kaloryfer" już wybija się na wierzch? :)

Poza tym chyba nie potrafię się porządnie zmierzyć - za każdym razem wychodzi mi inny wynik. Nie zapisałam sobie, gdzie dokładnie wykonywałam pomiary i teraz robię to na oko. Tak wiem, pierdoła ze mnie. Z tego co udało mi się wywnioskować na razie bez zmian. Muszę jednak napisać, że mnie nie chodzi o zgubienie dokładnie takiej i takiej ilości centymetrów w biodrach, takiej w udzie, a takiej w talii. Chcę, aby moje ciało wyglądało lepiej, a ile centymetrów ubędzie ma dla mnie najmniejsze znaczenie.

Codzienny trening wszedł w nawyk i czasem już nie mogę się doczekać, kiedy odzyskam laptopa, włączę wideo i zacznę ćwiczyć. To dla mnie nowość - zazwyczaj po 2-3 dniach biegania, czy ćwiczeń nie miałam już takiego zapału jak na początku i przestawałam. Tym razem cały czas mam ochotę na więcej! Szkoda, że w sieci tak mało filmików z ćwiczeniami Mel, bo chętnie dorzuciłabym jeszcze parę do tych, które już wykonuję.



Tak mają się u mnie sprawy po tygodniu wyzwania. A co u Was? Dajecie radę? Macie ochotę na więcej i więcej?

Pozdrawiam, klamarta.

8/02/2013

To już rok!

Dokładnie rok temu zamieściłam pierwszy post na tym blogu. Nie byłam do końca przekonana, czy całe to przedsięwzięcie ma sens. Długo głowiłam się nad nickiem i nazwą bloga, jednak jak na złość nic błyskotliwego nie przychodziło mi do głowy. Stąd też najprostsza nazwa, jaka może zostać wymyślona - po prostu powielenie nicku. Z czasem do nagłówka dołączyłam drugą część i od tego momentu to miejsce funkcjonuje jako klamarta. blog . Natomiast nick jest połączeniem moich dwóch pierwszych imion Klaudia Marta.
Planowałam, że będzie to blog, którego tematyką główną będą kosmetyki, jednak pojawią się również tematy poboczne. I udało mi się, z czego jestem bardzo dumna. Od pierwszego posta blog rozwinął się. Patrząc na zdjęcia zamieszczane w początkowych miesiącach działania, muszę przyznać, jest mi wstyd. Ciemności egipskie, podpisy na pół zdjęcia. Nigdy więcej!
Także cały wygląd bloga mocno ewoluował. Dziesiątki godzin spędzonych nad kodem HTML, szukania wskazówek na forach i blogach z pomocą techniczną mam nadzieję, że przyniosły skutek i szata graficzna jest przyjemna dla oka. Oczywiście można by pokusić się o stwierdzenie, że zbyt prosto, przewidywalnie. Jednak taki jest mój styl, moje wyczucie, tak najzwyczajniej w świecie uważam za najlepiej. Nie znoszę przerostu grafiki nad treścią. Oczywiście wszystkie wskazówki jak najbardziej mile widziane!

I część najważniejsza, czyli Wy, moje czytelniczki. Dziękuję Wam wszystkim i każdej z osobna. Za każdy komentarz, za dołączenie do grona obserwatorów, za śledzenie na bloglovin'. Za to, że nie tworzę tego miejsca tylko dla siebie. Za to, że w ogóle jeszcze nad nim pracuję, bo wiem, że mam dla kogo. Posyłam do Was mocne uściski.




Gorąco witam wszystkie nowe czytelniczki. Zachęcam do wejścia w grono stałych bywalców i aktywnego komentowania. Rozgośćcie się!

Kończąc życzę sobie i Wam, abyśmy przy podobnym poście spotkały się za rok, w dzień drugich urodzin bloga klamarta. blog.

Pozdrawiam, klamarta.

8/01/2013

TAG - Mój zwierzęcy przyjaciel

Dziś temat lekki i przyjemny. Nadal jest potwornie gorąco, żar leje się z nieba, więc rzucanie tematów mocniejszego kalibru okazuje się ponad moje siły. Na bok odsuwamy kosmetyki i ćwiczenia. Dziś gwiazdą będzie moja psinka. Zapraszam na tag Mój zwierzęcy przyjaciel.




1. Jak nazywa się twój zwierzak?
Biorąc pod uwagę jego wielkość, nadałyśmy mu razem z mamą i siostrą dość przewrotną nazwę, odpowiednią raczej dla dużego, postawnego psa - Atos. Z czasem jednak zyskał parę innych imion, o których później.

2. Jakie to zwierzę i jakiej jest rasy?

Jest to pies rasy pinczer miniaturowy.



3. Jak długo jest już z tobą?


Do naszego domu trafił mając około 3 miesiące. Miało to miejsce w wakacje 2007r., czyli jest z nami już 6 lat.

4. Jak znalazł się w twoim domu?

Zobaczyłyśmy go podczas spaceru. Malutki, śliczny, jeszcze nieporadnie przebierający łapkami - od razu stwierdziłyśmy, że chcemy, aby zamieszkał z nami. Znałyśmy jego właścicielkę, więc sprawa kupna została szybko sfinalizowana. Po ok.2 tygodniach przyniosłyśmy go do domu. Był jak malusieńki pluszak. Najgorsze okazały się oczywiście pierwsze noce. Wchodził pod zlewozmywak, piszczał, skomlał, niemiłosiernie zawodził póki nie zmógł go sen. I oczywiście pozostawiał mokre niespodzianki wszędzie, gdzie tylko zdołał wejść. Z czasem na szczęście wyzbył się tych zachowań.



5. Ile ma lat?

Tyle ile jest już w naszym domu, czyli 6.

6. Co jest dziwnego w charakterze twojego zwierzaka?

Atos to swego rodzaju ochroniarz. Zawsze biegnie za domownikiem, który idzie wynieść śmieci. Wyprzedza, wbiega na teren gdzie stoi kosz, jakby sprawdzał, czy nie czyha tam jakieś niebezpieczeństwo.
Nawet jeśli w misce jest już jego jedzenie, to on czeka aż wszyscy skończą np. obiad, sprawdzi, czy nic nikomu nie spadło z talerza. Wreszcie z lekkim ociąganiem uda się do swojej miski, powącha, czy ma tam coś godnego uwagi i dopiero wtedy ewentualnie je.
Pierwszy reaguje na budzik, wychodzi ze swojego legowiska i rozpoczyna rajd po dywanie - ociera się, wyciera, sunie, drapie. Potem głośno tupie,  od łóżek domowników do drzwi - znak, że szybko musi załatwić swoje potrzeby. Jego poranny "rytuał" wybudza skuteczniej niż budzik, zwłaszcza głośne "tup, tup, tup, tup" z naciskiem na szorowanie pazurami po panelach.
Uwielbia siadać na stopach, bądź kładzie się tak, aby mieć głowę między nogami człowieka na wysokości kostek. Często przez to ktoś na niego nadepnie bądź potknie się uderzając go, ale on z uporem i tak się tam wciska.

Upał, skwar, więc odpoczywamy w pozycji bocznej

7. Co twoja relacja ze zwierzakiem dla ciebie znaczy?

Kilkakrotnie już dzieliłam się tą myślą z bliskimi - nie wyobrażam sobie teraz domu bez Atosa. Jego radość kiedy wraca się z pracy, ze szkoły, z wakacji itd. jest bezcenna. Niekiedy jego zachowanie jest denerwujące, jednak mimo to go uwielbiamy.

8. Najmilsze wspomnienia związane z Twoim zwierzakiem?

Są ich dziesiątki, jeśli nie setki. Pamiętam, kiedy udało się nauczyć go podawania łapy, siadania. Ogromny sukces biorąc pod uwagę jego ruchliwość i szybkie nudzenie się nieinteresującymi go zajęciami.



9. Jak nazywasz swojego zwierzaka?

Zazwyczaj zwracam się do niego normalnie, Atos. Jednak z czasem mianowałam go też Dzojtkiem, Niunią. Poza tym pozostali domownicy używają też imion Antionio i Antoni oraz Zwierz. Czasami żartobliwie, ze względu na swoje zachowanie (oczekiwanie w napięciu aż coś komuś spadnie z talerza i w błyskawicznym tempie pożeranie łupu oraz przybieranie pozy "na Kłapouchego" kiedy coś przeskrobie) nazywamy go przyczajony tygrys - zgarbiony pies. :)

Mam nadzieję, że spodobał Wam się ten tag. A jeśli Wy także odpowiedziałyście na niego na Waszych blogach, koniecznie podeślijcie link.

Pozdrawiam, klamarta.

7/30/2013

Dobry, bo polski

Kosmetyki Pollena-Ewa z serii Eva Natura Herbal Garden widywałam na półkach Rossmanna i kilkakrotnie nosiłam się z zamiarem zakupu jakiegoś produktu. Doskonała okazja nadarzyła się, kiedy to dwufazowy płyn do demakijażu oczu, bo o nim dziś mowa, został przeceniony na około 4zł. Widząc etykietkę z taką ceną chwyciłam z samego końca półki ostatnią sztukę tegoż kosmetyku i zadowolona udałam się na dalsze zakupy.
Nie wiem jednak "o co kaman" z tym produktem, a raczej ową promocją, gdyż z tego co pamiętam, na plakietce widniał napis "Cena na do widzenia" (czy coś w tym rodzaju), natomiast na stronie internetowej owej drogerii  produkt ten widnieje jako nadal dostępny stacjonarnie, a cena 4,79zł nie jest opatrzona napisem "promocja". Dodam, że płyn ten kupowałam jakieś 3-4 tygodnie temu. Pomijając jednak ów fakt, przejdźmy do części właściwej.




                                    Cena                                   

Tak jak już pisałam - dziwna sprawa z tą ceną. Na wielu blogach dziewczyny piszą, że zapłaciły za niego ok.11zł. Ja zapłaciłam 4zł z groszami - cena przed przeceną to było ok.7zł(a przynajmniej tak napisano na plakietce). Na stronie Rossmanna cena jak wyżej. Myślę, że najodpowiedniej będzie napisać w granicach 10zł.

                                Pojemność                               

150ml

                                    Skład                                    



                             Od producenta                            

Płyn dwufazowy skutecznie zmywa makijaż oraz zanieczyszczenia wrażliwych okolic oczu. Nie wymaga spłukiwania. Ekstrakt z ziela świetlika dodatkowo pielęgnuje i odżywia naskórek. Przebadano dermatologicznie.

                              Moja opinia                                

Zacznę od opakowania, które wizualnie bardzo mi się podoba. Natomiast jest do kitu jeśli chodzi o dozowanie kosmetyku. Płyn wylewa się na wacik, ale i jakimś dziwnym sposobem poza niego, przez co butelka jest tłusta, ciężko ją później otworzyć. W kwestii estetycznej jeszcze - fajnie, że zastosowano zielony kolor, który idealnie wpasowuje się w 'ziołowy, naturalny' klimat,  zamiast wszechobecnego niebieskiego.
Kosmetyk świetnie radzi sobie z usunięciem nawet mocnego makijażu. Zmywa bezproblemowo wodoodporne tusze do rzęs, bez konieczności pocierania. Wystarczy na chwilę przyłożyć wacik do powieki, by po chwili usunąć cały makijaż oka. Nie podrażnia, po użyciu oczy nie łzawią, nie pieką. Nie wysusza skóry. Pozostawia tłustą warstwę, którą ja zawsze usuwam.
Ze względu na fakt, że doskonale zmywa makijaż nie trzeba za jednym razem zużywać kliku wacików, dlatego też jest bardzo wydajny.

Świetny płyn do demakijażu, po którego z całą pewnością sięgnę ponownie. Obok płynu Bielenda Bawełna mój ulubieniec.


Używałyście tego kosmetyku? Wiecie o co chodzi z tą całą promocją i zawirowaniami cenowymi?

Pozdrawiam, klamarta.

7/28/2013

Podejmuję wyzwanie: 30 dni z Mel B + boczki Tifanny


Szczupła sylwetka, bez "boczków", "oponki" itd. to marzenie każdej kobiety. Ja na szczęście nie muszę zrzucać wielu kilogramów - wydaje mi się, że moja waga jest jak najbardziej w porządku. Jednak warto by zadbać jeszcze o to, aby prócz odpowiedniej wagi nasze ciało zwyczajnie wyglądało dobrze. Dlatego postanowiłam podjąć wyzwanie i wziąć udział w akcji 30 dni z Mel B + boczki Tifanny.


Cała akcja została zapoczątkowana *tutaj* przez autorkę fanpage Tablica Motywacji


Oto proponowany zestaw ćwiczeń

                                                      Rozgrzewka: 5 min


                                                        Brzuch: 10 min

                                    


                                                      Pośladki: 10 min

                                   


                                                         Nogi: 10 min

                                   


                                                     Rozciągające: 5 min

                                   


                                                        Boczki Tiffany

                                  


Kilka informacji o mnie, czyli waga oraz wymiary:

Waga: 47kg
Obwód w pasie: 63cm

Obwód uda: 47cm
Obwód w biodrach: 83cm

Relację z ćwiczeń będę zdawać Wam co tydzień, w dniu wolnym, czyli w niedzielę. Wiem, że dość późno zdecydowałam się wziąć udział w wyzwaniu - w końcu miesiąc wakacji już za pasem, a koniec 30-dniowej serii przypadnie akurat w ostatnich dniach wakacji. Jednak lepiej późno niż wcale. Przecież nie chodzi jedynie o to, choć oczywiście jest to jeden z punktów dających ogromną motywację, aby dobrze wyglądać w bikini. Chodzi o to, aby w ogóle dobrze wyglądać i czuć się ze swoim ciałem. A jako, że mnie nieco przeszkadza tłuszczyk zbity w jednym miejscu na brzuchu, a jędrne pośladki oraz zgrabne nogi zawsze mile widziane, dlatego od jutra startuję z treningiem. Trzymajcie za mnie kciuki!

Oczywiście również zachęcam Was do podjęcia wyzwania. A te z Was, które już ćwiczą, niech chwalą się efektami!

Pozdrawiam, klamarta.
                                                   

7/25/2013

Hity z wyprzedaży - AKCESORIA

Jako wielka fanka wszelkiego rodzaju błyskotek - bransoletek, naszyjników, wisiorów oraz szali, chust, kominów nie mogłam oprzeć się pokusie przewertowania internetowych sklepów sieciówek obecnych na polskim rynku i wybrania moich hitów z wyprzedaży. Jaka szkoda, że w moim portfelu nie błąka się bez celu parę stówek - chętnie przygarnęłabym to wszystko! Na razie jestem jedynie dumną posiadaczką srebrnego łańcucha z limonkową wstawką z Mohito przecenionego z 40zł na 10zł.




              *kliknięcie na cenę przenosi na stronę danego produktu w  sklepie internetowym*






MOHITO
Bransoletki
6,99zł    |   9,99zł     |   14,99zł 

MOHITO
9,99zł     |     14,99zł


REPORTER
29,90
/ 9,90
    |    39,90zł /  9,90zł

REPORTER
39,90zł  /   19,90zł     |    39,90zł  /   19,90zł


RESERVED

RESERVED

STRADIVARIUS
49,90zł  /  14,99zł

STRADIVARIUS
29,90zł  /  9,99zł

TROLL
29,99zł  /  4,99zł    |  29,90zł  /  9,99zł

TOP SECRET
34,99zł  /  9,99zł    |     34,99zł  /  9,99zł


Coś wpadło Wam w oko? A może kupiłyście coś z wymienionych wyżej dodatków?

Pozdrawiam, klamarta.