3/22/2013

Będę się chwalić, a co! :)

W lutym wzięłam udział w mini-rozdaniu na blogu Craving for beauty. Autorka bloga w czasie wyjazdu na Słowację nie zapomniała o swoich czytelniczkach i przywiozła ze sobą parę prezentów, które stały się nagrodami w konkursie. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam mój nick w poście ogłaszającym wyniki. Tak rzadko dopisuje mi szczęście w tego typu zabawach, a tu taka niespodzianka! Tym większa była moja radość, że nigdy nie miałam styczności z kosmetykami Alverde i Balea, a to właśnie produkty tych marek wchodziły w skład nagrody.

Oto co otrzymałam:
Żel pod prysznic z limitowanej "makaronikowej" edycji oraz krem do rąk Dark Glamour
Błyszczyk w kolorze Light Rose


Jestem ogromnie ciekawa tych kosmetyków. Już dziś rozpoczynam wielkie testowanie. Jedyne, co mogę na razie stwierdzić - pachną przecudownie, w szczególności żel pod prysznic. Po prostu nieziemsko!

Znacie kosmetyki wyżej wymienionych marek? A może stosowałyście któryś z wspomnianych? Dajcie znać, co o nich sądzicie. 

Pozdrawiam, K.

3/17/2013

Zatańczymy?

Czasami zastanawiam się, co kieruje osobami, które wymyślają nazwy dla lakierów do paznokci. Skąd biorą na nie pomysły? Jedne są całkowicie zrozumiałe i klarowne, inne ciekawe i nietuzinkowe, ale za nic w świecie nie rozumiem związku między owymi nazwami a kolorami lakierów.W ogóle żadnego związku nie widzę.
Lakier, który dziś zaprezentuję pochodzi z kolekcji Virtual Fashionmania jesień/zima 2012, jego numerek to 189, a nosi nazwę Paso doble. Oczywiście ani na buteleczce, ani na tekturowym opakowaniu informacji tych nie odnalazłam. Z pomocą przyszła jednak strona Virtual.


Buteleczka mieści 10ml. Wyposażona jest w szeroki pędzelek. Kolor określiłabym jako bordo ze sporą dozą fioletu. Kryje już przy jednej warstwie, jednak czasami gdzieniegdzie widać prześwity, dlatego najlepiej nakładać dwie. Wysycha w  przyzwoitym tempie. Ładnie błyszczy. Ja jednak standardowo nałożyłam top coat.

Pierwsze zdjęcie w świetle sztucznym, pozostałe - światło dzienne.


Jest to drugi lakier z tej serii, który wypróbowałam, pozostał jeszcze jeden. Jak na razie jestem bardzo zadowolona. Co więcej, lakiery te stają się moimi ulubieńcami. Wyczuwam, że niebawem całkiem przypadkiem wpadnę do Biedronki, całkiem przypadkiem przejdę koło pudła z lakierami Virtual i całkiem przypadkiem kupię parę sztuk. Oby tylko były nadal dostępne. :))

Co sądzicie o Paso doble? 


Pozdrawiam, K.


3/16/2013

Znów.

To zaczyna być dziwne. Wiem. Ale cóż poradzę na to, że za każdym, dobra, prawie każdym razem, kiedy jestem w Biedronce, trafiam na jakąś megaokazję, promocję, z której aż grzech nie skorzystać czy ofertę nie do odrzucenia? Cóż zrobisz jak nic nie zrobisz?  
Wczoraj będąc w moim już chyba ulubionym supermarkecie, profilaktycznie przeszłam koło tekturowych szaf Bell, co by sprawdzić, czy przypadkiem nic interesującego nie przybyło. W szafie Bell nie, ale jaka niespodzianka czekała na mnie w pudełku z lakierami Virtual! Otóż owe lakiery kosztują teraz 2zł, zamiast 4. 2zł?! Przecież nawet w chińskich centrach ciężko za taką cenę trafić na lakiery o takiej pojemności w jakiś sensownych kolorach. Wydaje mi się też, że tym razem odcieni było więcej, niż kiedy kupowałam mój pierwszy lakier z tej serii - Royal blue. Poszperałam więc i wybrałam dwa - Paso doble i Peppermint. Bliższe spotkania z nimi już niebawem na blogu.



Macie już lakiery Virtual z biedronkowej promocji? Jeśli nie to biegnijcie czym prędzej, bo są naprawdę świetne.

Pozdrawiam, K.

3/12/2013

Zielony ulubieniec

Bielenda jest jedną z niewielu firm kosmetycznych, do których mam zaufanie. Wiem, że kupując ich kosmetyki nie zawiodę się. Dlatego sięgam po nie w ciemno, nie czytam recenzji w sieci, nie poszukuję opinii. Mam swoich ulubieńców tej marki, których mogę z czystym sumieniem polecić - m.in. płyn do demakijażu, masło i maseczkę z serii Bawełna, masło z serii Olejek arganowy oraz kosmetyk, któremu dziś poświęcę kilka słów - łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu z serii Awokado.



Cena: 
ok. 7zł. W Biedronce zakupiłam go za 4,49zł.

Pojemność: 
125 ml

Informacje od producenta:
Łagodny, niezwykle delikatny, a równocześnie wyjątkowo skuteczny płyn do demakijażu nawet bardzo wrażliwych oczu. Może być stosowany przez osoby noszące szkła kontaktowe. Dzięki specjalnej 2-fazowej formule szybko i skutecznie usuwa również makijaż wodoodporny. Jednocześnie pielęgnuje i koi cienką i delikatną skórę wokół oczu, nawilża ją, zapobiega wysuszeniu. Łagodzi podrażnienia. Nie pozostawia tłustej warstwy.

Skład: 
 Aqua (Water), Cyclomethicone, Isohexadecane, Glycerin, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Arginine PCA, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Sodium Chloride, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Disodium EDTA, Methylparaben, DMDM Hydantoin, CI 42090 (Acid Blue 9), CI 19140 (Acid Yellow 23)

Moja opinia:
Kosmetyk ten staje obok swojego brata z serii Bawełna na szczycie podium w kategorii "Najlepszy kosmetyk do demakijażu". Celująco zdaje egzamin z usuwania nawet wodoodpornego makijażu. Nie podrażnia oczu. Nie wysusza skóry. Wręcz przeciwnie - rzeczywiście nawilża i pielęgnuje. Koi wszelkie podrażnienia. Po użyciu pozostawia po sobie ślad, jednak nie jest to lepka, tłusta warstwa. Wystarczy przyłożyć wacik na parę chwil do powieki, aby po chwili, bez tarcia i gimnastykowania, usunąć makijaż. Oczywiście jeśli ma do czynienia z wybitnie twardym przeciwnikiem, konieczne będzie kilka chwil więcej, jednak wtedy też daje radę. Jeśli dodać do tego optymistyczny, wiosenny kolorek i korzystną cenę to mogę śmiało uznać go za ideał.


Czego Wy najchętniej używacie do demakijażu oczu? Wolicie płyny dwufazowe, a może mleczka? 

Pozdrawiam Was ciepło, klamarta.

3/06/2013

Biedronkowych łupów ciąg dalszy

Do niedawna usuwałam makijaż za pomocą chusteczek, najpierw tych przeznaczonych tylko i wyłącznie do demakijażu, później odkryłam chusteczki nawilżane dla dzieci Linteo, które stały się ulubieńcami w tej kategorii. I pomimo, że odnalazłam mój ideał to uważam, że zawsze warto poszukiwać, testować i poszerzać grono ulubionych produktów. Sięgnęłam zatem po kosmetyk, na którego recenzje natknęłam się kilkakrotnie i byłam go coraz bardziej ciekawa. Tym bardziej, że nigdy wcześniej nie używałam tego typu produktu. Mowa o płynie micelarnym do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu bebeauty.


Dostępność: 
supermarkety Biedronka

Opakowanie:
plastikowa butelka z dozownikiem o pojemności 200 ml

Cena:
4,49zł

Producent:
według strony rozkładającej kody kreskowe na czynniki pierwsze, jest nim firma trudniąca się produkcją kosmetyków Tołpa - Torf Corporation

Kilka mądrości z etykiety:
kosmetyk ten jest hypoalergiczny, przeznaczony do skóry wrażliwej. Zawiera ekstrakt z malwy o działaniu nawilżającym i zmniejszającym nadwrażliwość skóry oraz d-panthenol o działaniu przeciwpodrażnieniowym. Pełni funkcję toniku, działa łagodząco i odświeżająco. Przywraca komfort czystej skóry bez pozostawienia uczucia ściągnięcia. 

Skład:



Moja opinia:
Zacznę od opakowania, a dokładniej dozownika, do którego od początku miałam zastrzeżenia. Identyczne ma odżywka Isana i przy tym kosmetyku również mi nie odpowiada. Każde naciśnięcie wywołuje wystrzał paru kropli płynu, przez co dozownik non stop jest mokry. I tak jak przy odżywce działa bez większego zarzutu, tak przy płynie zacina się, muszę bardzo mocno naciskać, aby jego część wcisnęła się do końca, odsłaniając cały otwór, przez który wylatuje kosmetyk.
Płyn ma bardzo charakterystyczny zapach, który przypomina mi płyn do mycia szyb. Nie jest nachalny, nie pozostaje długo na skórze, jednak mnie nie przypadł do gustu.
Nie jest wybitnie wydajny, nie ma jednak tragedii. Kupiłam go niecały miesiąc temu, używam zazwyczaj raz dziennie, kiedy zmywam makijaż po powrocie do domu. W tym momencie w butelce pozostała około połowa. Zmywam nim zazwyczaj makijaż twarzy, do oczu używam płyn dwufazowego. Zdarza się jednak, że przetrę nim również powieki. Aby usunąć wszelkie zanieczyszczenia potrzebuję 2-3 wacików.
Jego działanie oceniam na bardzo dobre. Świetnie radzi sobie z podkładem Revlon Colorstay, który rzekomo miał być nie do zdarcia, jak czytałam w wielu recenzjach. Nie pozostawia tłustej powłoki. Nie ściąga, nie wysusza, nie podrażnia. Nie szczypie w oczy. Nawet jeśli moja skóra jest bardzo sucha, to płyn ten nie wykazuje negatywnego działania. Pozostawia ją czystą i odświeżoną.


Biorąc pod uwagę niską cenę i całkiem niezłe działanie, myślę, że mogę dopisać ten kosmetyk do listy "KUPIĘ PONOWNIE". Być może w międzyczasie przetestuję inne tego typu produkty, co pozwoli mi na porównanie i dokładniejszą weryfikację mojej opinii.

Miałyście do czynienia z micelem bebeauty? Jaka jest Wasza opinia? A może macie innych ulubieńców w tej kategorii?

Miłego, słonecznego i ciepłego dnia, K.

3/04/2013

Szybko, szybciej!

Top coat to moja miłość od pierwszego użycia. Odkąd go stosuję, nie potrafię pomalować paznokci bez nałożenia warstwy tego produktu. Nie mam czasu na czekanie, aż lakier wyschnie, zaraz po umalowaniu znajduję milion czynności, które muszę wykonać *już*. Poza tym lubię, kiedy lakier porządnie błyszczy i nie staje się matowy i wypłowiały wraz z upływem czasu. I w tejże właśnie sytuacji największym sprzymierzeńcem staje się top coat szybkoschnący nail therapy marki Venita.



Top coat szybkoschnący nabyć można w sklepach kosmetycznych, osiedlowych drogeriach. Za buteleczkę o pojemności 10ml zapłacimy ok.7zł. Wyposażona jest w średnich rozmiarów pędzelek, wystarczą trzy pociągnięcia, by pokryć cały paznokieć. Konsystencja produktu na początku jest dość rzadka, nie należy zbytnio szarżować - grozi ryzykiem zalanych skórek. Z każdym użyciem staje się gęstsza, jednak moim zdaniem im ten kosmetyk jest gęstszy, tym gorzej się go nakłada.
Polecam używanie go po kilku chwilach od nałożenia lakieru. Nałożony zbyt wcześnie rozmazuje i rozciąga emalię. Wysycha bardzo szybko. Świetnie nabłyszcza. Nie zmienia koloru lakieru, wydobywa jego głębię. Przedłuża trwałość. Nie wiem, czy rzeczywiście, jak obiecuje producent, nie żółknie w solarium, gdyż nie chadzam w takie miejsca, więc nie mam okazji sprawdzić.
Ma jednak dwa minusy. Po pierwsze - od czasu do czasu lubi bąblować. Nie zdarza się to jednak często. Drugi minus jest dość specyficzny. Mianowicie, jeśli nasze paznokcie w trakcie nakładania lakieru a później top coatu są zimne (bo mamy np. kłopot z wiecznie zimnymi rękami, czy chwilę wcześniej umyłyśmy je w zimnej wodzie) to nałożony produkt na całej powierzchni paznokcia lub na jego części staje się matowy. Muszę przyznać, że po raz pierwszy spotkałam się z taką sytuacją i początkowo nie miałam pojęcia o co chodzi. Sądziłam, że może jakiś składnik top coatu oddziałuje z innym składnikiem danego lakieru i stad taka reakcja. Po kilku eksperymentach doszłam jednak do wniosku, że to "wina zimnych paznokci", jakkolwiek to brzmi. 
To, jak wygląda na paznokciach możecie sprawdzić w każdym poście, gdzie prezentuję lakiery - stosuję go za każdym razem. 


 Czy polecam ten produkt? Sądzę, że tak. Ja zużyłam już 3-4 buteleczki i na tym się nie skończy. Jak na taką cenę to naprawdę niezły top coat.

Miłego dnia, K.

2/27/2013

AA, Skuteczna pielęgnacja, Maseczka intensywnie odżywiająca

Na co wydać 2zł podczas zakupów? Do wyboru tysiące opcji, a mój wybór pada akurat na maseczkę intensywnie odżywiającą AA Skuteczna pielęgnacja. Sądzę, że to nie najgorsza decyzja. Koniec końców lepiej wydać 2zł na maskę niż paczkę chipsów. Pozostaje jednak pytanie, czy jest ona warta wydanych złotówek?

 Maska ta przeznaczona jest dla skóry przesuszonej, pozbawionej witalności i zdrowego kolorytu. Zawarte w niej składniki regenerujące stymulują odnowę komórkową i odbudowują hydrolipidową barierę skóry. Nie zawiera barwników ani parabenów. Jej pH jest neutralne dla skóry. Zalecane jest stosowanie tego produktu 1-2 razy w tygodniu. Saszetka podzielona jest na dwie części, każda o pojemności 5ml.

Konsystencja maseczki jest dość rzadka, ale nie rozlewa się w czasie aplikowania. Przez długi czas nie mogłam określić jej zapachu, w końcu doszłam do wniosku, że identycznie pachną malinowe jogurty. Stąd zapewne maliny na opakowaniu. Gdy stosowałam ją po raz pierwszy, przez parę minut po nałożeniu odczuwałam bardzo nieprzyjemne pieczenie. Zacisnęłam zęby, zaczęłam wachlować twarz, aż do czasu, gdy to uczucie minęło. Obserwowałam skórę, jednak nie była zaczerwieniona ani podrażniona. Przy każdym kolejnym użyciu pieczenie jest ledwo odczuwalne. Muszę przyznać jednak, że to ogromna wada tego kosmetyku. Ja oczekuję, że nałożę maseczkę i przez 15-20 min jej działania położę się i chwilkę odpocznę, zrelaksuję się, a nie będę machać gazetą, aby chłodne powietrze zniwelowało paskudne uczucie.
Maska bardzo szybko się wchłania, nie zastyga. Po określonym czasie należy jej nadmiar usunąć wacikiem, jednak w moim przypadku nie ma specjalnie czego usuwać - skóra pochłania każdy ml kosmetyku. Nie wywołuje wyprysków czy innych niespodzianek. Odżywia, poprawia koloryt. Nawilża, jednak dla bardzo suchej skóry, niedostatecznie. Nie należy oczekiwać cudów po jednym razie. Jeśli oczekujemy dogłębnego nawilżenia, zniwelowania szorstkości i suchych skórek, możemy poczuć się rozczarowane. Dopiero regularne stosowanie, tzn. 1-2  w tygodniu, aż do wykończenia całej saszetki przynosi oczekiwane efekty.
Czy jednak taka jest idea stosowania maseczek? Czy musimy zużyć całe opakowanie i czekać tydzień, czy dwa, aby maska spełniła to, co jest jej zadaniem? Nie jestem co do tego przekonana. Mam świadomość, że nie da się w 20 minut przywrócić bardzo suchej skórze odpowiedniego nawilżenia, jednak nieco większa moc działania maseczce AA z całą pewnością by nie zaszkodziła.


Czy kupię tą maseczkę ponownie - nie. Przeszkadza mi nawet to najmniej wyczuwalne pieczenie. Oczekuję również skuteczniejszego nawilżania. Jeśli wcześniej jej nie używałyście i chcecie spróbować, najpierw sprawdźcie na małym obszarze buzi, czy u Was nie spowoduje tego nieprzyjemnego uczucia. Nie jest oczywiście najgorszym tego typu produktem, używałam gorszych, ale i lepszych. Plasuje się gdzieś na środku, w kategorii "przeciętniaki".

Używałyście jej już? A może zaopatrzyłyście się w którąś z pozostałych wersji - z ogórkiem albo wodą na opakowaniu?

Pozdrawiam, K.

2/23/2013

Kiedy skóra woła HELP! (AA, Cera atopowa, krem nawilżający)

Jak nie urok, to... To wiadomo co. Moja skóra uwielbia niemal każdego dnia mnie zaskakiwać - jednego ranka w lustrze widzę w miarę jednolity koloryt, brak nowych niedoskonałości - mogę być zadowolona. Ale żeby nie było tak wesoło, następnego dnia rano witają mnie wszechobecne suche skórki i zaczerwienione placki. W końcu w życiu musi być różnorodnie, prawda?
Co prawda dermatolog nie stwierdziła, że moją dolegliwością jest atopowe zapalenie skóry. Wręcz przeciwnie - mam cerę mieszaną w kierunku tłustej, z rozszerzonymi porami, zaskórnikami, wągrami i innym dziadostwem, jakie tylko można na twarzy mieć. Jednakże maści/żele, które mają pomóc w walce z trądzikiem grudkowo-krostkowym, zalecone przez doktor, potrafią porządnie wysuszyć, w porywach nawet porządnie podrażnić skórę. Dlatego trzeba ją ratować. Została mi polecona inna emulsja nawilżająca, jednak nim ją nabyłam, w moje ręce wpadł krem nawilżający AA Help Cera Atopowa i zainteresował mnie na tyle, że emulsji, której nazwy już nawet nie pamiętam, zapomniałam.


Krem ten bez większych problemów można kupić w każdej aptece/drogerii/małym sklepie kosmetycznym.  Cena waha się między 11 a 15zł. Plastikowa tuba mieszcząca 50ml produktu, znajduje się w tekturowym pudełku. Termin przydatności wynosi 6 miesięcy od daty otwarcia.

Jest bazzapachowy. Nie zawiera alergenów, barwników ani konserwantów. Jego pH jest neutralne dla skóry. Polecany dla osób, których skóra jest nadwrażliwa, skłonna do podrażnień, podatna na przesuszenia, źle tolerująca typowe kosmetyki. Zawiera cucurbitynę (hamującą syntezę histaminy, łagodząc tym samym objawy zapalenia), olej z ogórecznika lekarskiego (zawierający 23% kwasu y-linolenowego, redukujący przeznaskórkową utratę wody), glicerynę (zwiększającą zdolność wiązania wody w skórze, poprawiającą jej gładkość i elastyczność) oraz skwalan z oliwek i witaminę E (odbudowujące i wzmacniające naturalną barierę skóry). 


Ma lekką konsystencję, nie pozostawia tłustej powłoki. Szybko się wchłania. Nadaje się pod podkład, nie powoduje rolowania czy utrudnionej aplikacji. Jednak moja tłusta głównie w strefie T skóra po paru godzinach zaczyna się świecić, wydaje mi się, że szybciej niż bez kremu pod podkładem. Nie podrażnia. Pomimo parafiny na początku składu, o dziwo nie zapycha. Dobrze nawilża skórę. Koi, gdy jest sucha, napięta, ściągnięta. Redukuje podrażnienia, niweluje zaczerwienienia.  


Byłby to mój ideał, gdyby usunięto ze składu wszelkie alkohole. Jednak pomimo ich obecności, uważam, że to jeden z najlepszych kremów nawilżających, jakich używałam. Stosuję go głównie na noc, jednak zdarza się, że sięgam po niego i w ciągu dnia. Reasumując - polecam!

Pozdrawiam, K.